8/15/2018

Ludzie listy piszą, piszę i ja

Ludzie listy piszą, piszę i ja
Już kiedyś mimochodem wspominałam, że od kilku dobrych lat wymieniam się listami. Tradycyjna korespondencja jest tak naprawdę istotnym elementem mojej codzienności, bo chociaż nie piszę listów codziennie, bardzo lubię to robić. Uwielbiam spędzać czas sklejając koperty, dobierając naklejki, czy graficzne dodatki do papeterii. Staram się, by odbiorca już na pierwszy rzut oka mógł pomyśleć "wow". Oczywiście najważniejsza jest treść, w którą wkładam dużo czasu i jeszcze więcej serca. Dziś chciałabym opowiedzieć Wam, jak to się u mnie zaczęło, dlaczego zdecydowałam się na taką listowną wymianę, skąd czerpię pomysły na ciekawe koperty, ilu mam korespondentów, i jakie dziwne przypadki stanęły na mojej listownej karierze. Zapraszam.



Jak to się zaczęło

Pamiętam jak dziś, kiedy napisałam w komentarzu na blogu jednej z dziewczyn, czy nie chciałaby pisać ze mną listów. Właściwie nie wiem co mnie napadło. Już jakiś czas chodziła za mną myśl, że to mogłaby być fajna przygoda, ale nie brałam tego na poważnie. Dziewczynę z bloga kojarzyłam już dobrze, bo regularnie czytałyśmy swoje wpisy, zatem nie byłyśmy sobie całkowicie obce. Wtedy tak z głupa zapytałam i wcale nie liczyłam na twierdzącą odpowiedź, ale ona się zgodziła! To było jakieś pięć lat temu, my wymieniamy listy po dziś dzień, a nawet raz udało nam się spotkać na żywo.
Później oczywiście dołączyło kilka innych korespondentek. Szukałam dziewczyn na blogach, bo inne rozwiązania nie przychodziły mi do głowy. Nie wiedziałam wówczas, że na fb są grupy, gdzie każdy może dodać swoje ogłoszenie "Szukam bratniej duszy i kilka słów o mnie". W końcu stanęło na czterech dziewczynach, z którymi z różną częstotliwością pisałyśmy do siebie. Raz bywało lepiej, raz gorzej. Zdarzały nam się długie przerwy, bywały listy z kilkoma pustymi zdaniami, a teraz nawet niektóre z nich mnie już nie pamiętają. 

Dlaczego listy

Już i tak wystarczająco dużo czasu spędzam przed komputerem. Blog, pisanie opowiadania - to wszystko wymaga czasu, a niestety zdrowie nie zawsze pozwala na całodniowe siedzenie i wpatrywanie się w ekran. Pisanie maili byłoby dla mnie kolejną czynnością, poprzez którą ciężej byłoby mi oderwać się od laptopa. Oczywiście maile również piszę, ale to jednak tradycyjna korespondencja mnie urzekła i całkowicie pochłonęła. Może dlatego, że dzięki niej mam okazję wykazać się plastycznymi zdolnościami i kreatywnością?  Może dlatego, że kolorowy list zaadresowany wyłącznie do mnie to każdorazowo ogromna i niepohamowana radość! Może dlatego, że uwielbiam odpowiadać na zapisane na papierze zdania i naklejać znaczek w prawym górnym rogu, sprawiając tym samym przyjemność innym osobom.

Gdzie szukać chętnych

Miałam taki okres, że cierpiałam na zbyt dużo wolnego czasu. To było dwa lata temu, kiedy mój ukochany wyjechał na wakacje za granicę, a ja musiałam zostać w domu. Czytanie książek i oglądanie filmów nie pomagało zagłuszyć tęsknoty. Stwierdziłam więc, że poszukam nowych korespondentów, by chociaż na chwilę oderwać się od codzienności. Znalazłam wtedy kilka grup na Facebooku, gdzie można było dodać ogłoszenie. Jakże byłam mile zaskoczona, kiedy pod moim wpisem zgłosiło się ponad trzydziestu chętnych! Nie byłam wówczas w stanie komukolwiek odmówić, jakoś poselekcjonować i wybrać tylko kilka osób. Wysłałam listy do wszystkich i to był wielki błąd! O czym zaraz opowiem.

Grupy na Facebooku:

klik
Również na Instagramie można znaleźć od groma profili, na których różni ludzie z różnych stron świata dodają swoje ogłoszenia. Mnie co prawda interesują głównie polskie korespondentki, dlatego jestem wierna profilowi "Listy Tradycyjne". Poza ogłoszeniami, można również znaleźć tam ciekawe akcje wysyłkowe, które polegają na nadaniu pojedynczej pocztówki, bądź kartki z życzeniami dla całkowicie nieznanej osoby. 

Dla przykładu miałam tę przyjemność wziąć udział w akcji urodzinowej dla dziewczyny, której dotąd nie znałam - Marleny. Organizatorki zdradziły nam co nieco o jej osobie, a ja miałam za zadanie naskrobać parę miłych słów. Zebrane życzenia zostały wydrukowane i podarowane Marlenie w formie książki. Prezent moim zdaniem genialny :)  


Moje dziwne przypadki - na co nie dać się złapać

Cóż, jak możecie się domyślać nawet wysyłanie listów ma swoje wady i zalety. Nie będę już narzekać na nieudolność Poczty Polskiej, chociaż mogłabym, bo ilość zaginionych listów wciąż rośnie, podobnie jak ceny znaczków. Nie wiem, co oni tam robią z tymi listami, ale niech będzie usprawiedliwieniem, że przy takiej ilości niewielkich kopert zawsze coś może pójść nie tak... 


Bardziej chciałabym się skupić jednak na ludziach, którzy są przecież różni. Jedni zgłaszają się na ochotnika, żeby pisać listy, ale pod warunkiem, że ja napiszę pierwsza. Ok, zgadzam się, po czym w ogóle nie dostaję odpowiedzi. Kiedy kieruję do nich zapytanie, czy list doszedł, odpowiadają twierdząco i zapewniają, że wkrótce odpiszą, po czym to jednak nigdy nie następuje lub okazuje się, że już dawno ci ludzie zniknęli z wszelkich mediów społecznościowych i za nic w świecie nie można się z nimi skontaktować, bądź tylko ja nie mogę. To taki najpopularniejszy przypadek. Innym jest wywieranie na mnie poczucia winy, kiedy na przykład ktoś kieruje do mnie zapytanie odnośnie korespondenci, otwarcie piszę, że w najbliższym czasie nie będę w stanie niczego wysłać, ponieważ mam dużo pracy, jestem na wakacjach itd., ten ktoś nagle się bulwersuje i obraża, że dlaczego on ma pisać pierwszy?! To po co w ogóle piszę listy, skoro nie mam czasu?! Inaczej to nieco wygląda w przypadku ludzi ciągle zapracowanych.
      Ktoś: - Napiszesz? Bo ja mam teraz sesje i muszę się uczyć.
      Ja : - Ok, nie ma sprawy.
   Ktoś : - Słuchaj, teraz nie odpiszę, bo znalazłam pracę/ wyjeżdżam na wakacje/ w przyszły weekend mam imprezę urodzinową. Nadrobię, jak tylko będę mogła.
      Ja: - Spoko.
      Ktoś: - Słuchaj, kolejna sesja. Weź ty może napisz, co u Ciebie słychać.
      Ja: - Nie no okkej, ja przecież zawsze mam czas.

Kłamstwa? O tak! Pytam: 
     - Co z listem? 
     - Już wysłany, nie doszedł?
     - Nie, ale będę czekać.
     .
     .
     .
Po miesiącu/ pół roku/ bądź roku.
    - Ojej, leżał na dnie szuflady! Zapomniałam odpisać.

Najbardziej jednak nie toleruję, kiedy ktoś znika bez wcześniejszego wyjaśnienia, a takich przypadków jest mnóstwo. 80% moich korespondentów po prostu nie odpisało i ma daleko w poważaniu, że przecież list, który otrzymał też napisał człowiek i poświecił mu swój czas. Skoro nie chcę już wymieniać listów, to pofatygowałabym się, żeby nawet napisać maila, cokolwiek z informacją o tym, że sory, ale już mi się nie chce. Po sprawie.

O czym pisać

To pytanie stawia sobie chyba każdy na początku takiej listownej przygody. Czy będziemy mięli o czym rozmawiać? Co jeśli mój korespondent interesuje się całkowicie czymś innym, niżeli ja? A jeśli nie będziemy umieli znaleźć wspólnego języka? 

Hmm... Z perspektywy doświadczeń, moja odpowiedź na to pytanie brzmi "Pisać nie tylko o sobie"  Z doświadczenia wiem, że zdarzają tacy, co niezbyt chętnie odnoszą się do tego, co ja napisałam w ostatniej wiadomości, a zamiast tego relacjonują swoje ciekawe życie. Pal sześć, gdyby to były jednorazowe przypadki, ale są takie osoby, którym zdarza się to notorycznie. W ogóle nie biorą pod uwagę mojego zdania. Piszą tylko i wyłącznie o sobie, jakby prowadziły pamiętnik. Z takimi narcyzami dałam sobie spokój. 

List to przede wszystkim rozmowa dwojga osób. Relacjonowanie, opowiadanie, streszczanie, ale też branie pod uwagę swojego rozmówcy. 
Inne hobby? - Super, może dowiem się czegoś nowego! Byłaś w Paryżu? - Jak tam jest? Grasz na instrumencie? - Wow, ja jedynie słucham starych zespołów.
Na tym polega rozmowa i z takim podejściem można się dogadać z każdym. 


Gdzie szukać inspiracji? 

Nigdy nie byłam zwolenniczką zwykłych, białych kopert ani też kartek wydartych z zeszytu. Stawiam dużą wagę na estetykę listu. Lubię, kiedy wygląda ładnie i schludnie oraz kiedy trafia w gust odbiorcy. Póki nie zagłębiłam się w temat tradycyjnej korespondencji, nie wiedziałam nawet, że tyle inspiracji i prostych rozwiązań jest nam podsuwanych pod nos. Początkowo sama robiłam koperty, np. ze starych komiksów mojego taty. Wycinałam kwiatki z gazet i naklejałam na kartki z bloku, które służyły mi za papier listowny. Z czasem odkryłam fajną technikę postarzania papieru za pomocą kawy. Do tej pory zresztą tak robię, bo styl vintage jest mi bardzo bliski.

Jeśli jednak poszperać po internecie, można znaleźć wiele ciekawych stron z gotowymi szablonami kopert oraz papeterii gotowych do wydrukowania.

To by było na tyle. Jeśli chcecie wiedzieć więcej, piszcie śmiało w komentarzach.
W brew pozorom listowna korespondencja nie wymiera. Jest mnóstwo ludzi, którzy z pasji i zamiłowania, poświęcają czas, przelewając słowa na papier.
Dla mnie to wspaniała forma relaksu i nawiązywania znajomości, a nawet przyjaźni z ludźmi z całej Polski. Może skusisz się i Ty?

8/10/2018

Sierpniowe denko

Sierpniowe denko
Z racji tego, że mój blog nie jest stricte kosmetyczny, posty z recenzjami produktów do makijażu i codziennej higieny pojawiają się tu rzadko. Dzisiejszy post też nie będzie zawierał szczegółowych recenzji. Nie będę rozwodzić się nad drobiazgami, ale w skrócie opowiem o kosmetykach, które już zużyłam, a więc o których mam już jakieś własne zdanie. Opowiem o ich wadach bądź zaletach, jakie zrobiły na mnie wrażenie i czy opłaca się na nie wydawać pieniądze. Pora zatem zajrzeć do kosmetyczki.




Pasty do zębów

Jeszcze jakiś czas temu szukałam po drogeriach swojej ulubionej pasty do zębów. Wbrew pozorom nie było to łatwe zadanie, ponieważ jak wiadomo, pod względem kosmetyków bywam wymagająca. W przypadku tych produktów zależało mi głównie na tym, żeby pasty nie zawierały fluoru (o szkodliwości fluoru możecie przeczytać tutaj). Znalazłam takowych kilka, ale tutaj znowu pojawiał się inny dylemat - jakość. Nie wszystkie z rekomendowanych naturalnych past do zębów są jakościowo dobre. Próbowałam już wiele i na niektórych bardzo się zawiodłam, ponieważ po umyciu, poczucie świeżości w buzi było zerowe. Zależało mi jednak żeby pasta sprostała swojemu zadaniu, a więc nie tylko dobrze czyściła szkliwo i nie podrażniała dziąseł, ale również by odświeżała oddech. Wszystkie te trzy wymagania spełniają pasty Biomed. Z tych dwóch poniżej jednak bardziej polecam wersję Sensitive, czyli do zębów skłonnych do nadwrażliwości, gdyż naprawdę działa. Po częstych wizytach u dentysty moje zęby były bardzo nadwrażliwe na ciepłe i zimne napoje. Bywało i tak, że podczas jedzenia ból dawał o sobie znać, ale ta pasta doskonale rozwiązała moje problemy. Biomed Superwhite natomiast niekoniecznie tak super wybiela, a ponadto jest dużo słabsza jeżeli chodzi o świeżość tuż po wypucowaniu ząbków. Dużym plusem jest też dostępność. Pasty można kupić w naszym ukochanym sklepie Biedronka za ok 10 zł.



Pielęgnacja twarzy

W tej kategorii mam do zaprezentowania moich dwóch kosmetycznych ulubieńców, którymi są: tonik do twarzy Tołpa Dermo Face, strefa T oraz balsam do ust Eos. Bardzo ubolewam nad tym, że te kosmetyki mi się już skończyły, bo teraz albo ciężko je znaleźć, albo ich cena jest horrendalnie wysoka. Tonik do twarzy miał za zadanie delikatnie myć i matować moją tłustą skórę. W tej kwestii spisał się idealnie! Jednak dać za kolejną butelkę 40/50 zł za 400 ml trochę mi się nie uśmiecha. Poprzednim razem kupiłam go na promocji w SuperPharmie w cenie 12 zł. Eos jest raczej kosmetycznym klasykiem, więc nie muszę się tutaj zbytnio rozpisywać. Idealnie nawilża usta i to na bardzo długi czas. Inne balsamy do ust przy nim wymiękają! Wystarcza go na bardzo długo, jednak też do tanich nie należy, bo jego cena wynosi 25 zł.


Idąc dalej... Krem do twarzy Alverde kupiłam, będąc jeszcze w Niemczech. Był to całkowicie przypadkowy zakup, ponieważ potrzebowałam czegoś, co w okresie zimowym  nawilży moją suchą buzię. Po niemiecku za dużo nie rozumiejąc, kierowałam się zapachem. Jabłkowy? Ładny, biorę. Idąc za ciosem, wzięłam jeszcze mokre chusteczki do demakijażu z tej samej linii. Co do samego kremu, nie był zły. Wykonywał swoje zadanie, bo delikatnie nawilżał, nie zatykał porów, nie obciążał buzi i szybko się wchłaniał, nie pozostawiając na skórze tłustego filmu. Generalnie bardzo na plus, póki co jednak nie mam okazji go kupić ponownie.

Ostatnim kosmetykiem, który widnieje na tym zdjęciu, jest biedronkowy tusz do rzęs Wild Mascara od Bell. Pierwszy i ostatni, jaki tam kupiłam. Nie przepłaciłam, bo kosztował jedyne 10 zł, ale był okropny, przez co szybko wylądował w śmietniku. Sklejał rzęsy, zostawiał grudki, a po zaschnięciu niemiłosiernie się kruszył. Zdecydowanie nie polecam.    


Włosy i ciało

Od lewej: antyperspirant Alterra, który całkiem szybko trafił do śmieci. Skusiłam się na niego za sprawą w miarę przyzwoitego składu, ale tego produktu zdecydowanie nie można nazwać antyperspirantem. W ogóle nie chroni przed potem, a w dodatku śmierdzi! Szampon O'Herbal do włosów suchych i zniszczonych - jak dla mnie kolejny hit. Co prawda moje włosy zniszczone nie są, ale dzięki szamponowi w ogóle się na to nie zapowiada. Łatwo się rozczesują, są gładkie, puszyste i lejące, a co najważniejsze, dobrze odżywione. Jako ciekawostkę napiszę, że teraz używam szamponu  O'Herbal zwiększającego objętość i niestety troszkę się zawiodłam, ale o tym może innym razem.
Hipoalergiczne tradycyjne polskie szare mydło Barwa Cosmetics w mojej łazience obowiązkowe. Także ten produkt zawitał u mnie na stałe.



Organic Shop Body Scrub organic mango & sugar to również jeden z moich ulubionych produktów. Dlaczego? Po pierwsze naturalny skład, brak niepożądanych SLS, silikonów i parabenów. Po drugie cena, bo opakowanie kosztuje mniej niż 10 zł, a wystarcza na długo przy stosowaniu na całej powierzchni ciała. Po trzecie jest to świetna zdzierka, po której skóra jest bardzo odświeżona, zdecydowanie delikatniejsza i milsza w dotyku!



Zapachy

Ostatnimi czasy skończyły się moje dwa ulubione zapachy, których jednak w Polsce raczej nie kupię ze względu na cenę i dostępność. Pierwszym z nich jest podróbka jakiejś drogiej perfumki prawdopodobnie od Coco Chanel, ale głowy nie dam. Club United to najtańsza woda toaletowa o całkiem ładnym, ale krótkotrwałym zapachu. Nie wiem, czy utrzymuje się godzinę, ale dłużej na pewno nie. Mgiełka była idealna na gorące dni, bo zapach nie obciążał i można się nią było co chwilę schładzać ;)

Druga perfumka to zdecydowanie mój zapach numer jeden na każdą okazję. Podobno kobieta powinna znaleźć swoje ulubione perfumy przed trzydziestką, a później używać tylko te. No to ja już znalazłam, a wszystko za sprawą przyjaciół z Niemiec, którzy podarowali mi je w prezencie. Oczarowana zapachem Bruno Banani Women's Best szybko pognałam do sklepu po zapas flakoników, ale skusiłam się na większy i tańszy deodorant. Jakie było moje zdziwienie, kiedy po powrocie do domu okazało się, że ten sam flakonik, który za naszą zachodnią granicą kosztuje mniej niż 5 euro, w Polsce ceni się w okolicach 50/60 zł.



Olejek z drzewa herbacianego

Czyli odpowiedź na wszystkie dolegliwości tego świata już na stałe zagościł w mojej kosmetyczce. Zakupiłam go z myślą o paznokciach, bo wyczytałam gdzieś na internecie, że działa na nie rewelacyjnie jako antidotum po hybrydach. Cóż, kiedy otworzyłam ulotkę, okazało się, że ten dar natury ma także cudowne właściwości w przypadku trądziku, grzybicy stóp, paznokci, czy przy ukąszeniach komarów. Ponadto łagodzi bóle głowy, czy podrażnienia skórne (jak np. rany, zadrapania, opryszczki, kurzajki), wspomaga leczenie zapalenia dziąseł, chorych zatok i doskonale radzi sobie z łupieżem. Jest także świetnym środkiem odkażającym w przypadku ran, detergentem, który można stosować do codziennych porządków, a nawet pomaga, w sytuacji, kiedy trzeba usunąć kleszcza.     



A na koniec pytanie do Was. Co powiecie na małe rozdanie? 
Mam do oddania dwa produkty, które użyłam 2/3 razy i które w ogóle się u mnie nie sprawdziły, dlatego chętnie przekażę je w inne ręce. Są to: odżywka do skórek i paznokci Avon True oraz krem do twarzy NaturaEffects z koloryzującymi mikrodrobinkami, które nadają delikatny kolor i ukrywają niedoskonałości również od Avon. Oprócz tego dorzucę coś jeszcze, ale więcej info wypatrujcie w kolejnym poście!

 

8/02/2018

Podróże małe i duże

Podróże małe i duże
Półmetek wakacji już za nami. Niektórym zostało ni mniej, ni więcej miesiąc słodkiego lenistwa, inni mogą czasem wolnym nacieszyć się troszkę dłużej. Zanim jednak wrócimy do szkolnych ławek, na uczelnię, czy do pracy, warto pomyśleć, jak można ciekawie i aktywnie spożytkować ten wakacyjny czas. Oprócz wielu postanowień, jakie pewnie sobie wytyczyliście, pomyślcie też o wyjazdach! Wbrew pozorom ciekawych miejsc nie trzeba szukać daleko!


Gdzie byłam, co widziałam?

Zacznę może od tego, gdzie już byłam i co już widziałam, by później móc się skupić na miejscach, które dopiero mam w planach lub które chciałabym kiedykolwiek w przyszłości odwiedzić. Swoje podróżnicze przygody zaczęłam co prawda dużo wcześniej, nim zaczęły się wakacje, ale z ręką na sercu polecam te miejsca nie tylko w okresie letnim.

Zakopane

Ostatni raz w tym mieście byłam dwa lata temu, ale była to podróż szczególnie niezwykła z racji tego, że zafundowano mi ją w prezencie na dziewiętnaste urodziny. Spędziłam tam wówczas trzy przepełnione szczęściem dni u boku ukochanego. Jak dziś pamiętam tę naszą wycieczkę. Była wczesna jesień, czyli okres, kiedy Krupówki okrywają się złotymi liśćmi, a ciepłe oscypki z żurawiną smakują dużo lepiej!


Co robiliśmy? Zakopane to przede wszystkim góry, ale my woleliśmy je podziwiać, niż się po nich wspinać. Podczas wyjazdu  postawiliśmy przede wszystkim na relaks, dlatego też po drodze odwiedziliśmy Termy Bukowina. Najwspanialszym uczuciem było brodzenie w cieplutkiej wodzie na basenie odkrytym, kiedy temperatura na dworze nie przekraczała 10 stopni. Zachwycałam się również wszelkiego rodzaju wodnymi masażami: bicze, jacuzzi oraz sauna, chociaż z tym ostatnim tak kolorowo nie było... Trafiliśmy akurat na dzień nietekstylny, tzn. do sauny można było wchodzić jedynie nago lub w ręczniku (ale też nie do każdej). Wyobraźcie sobie mój szok! Zawołaliśmy jednak ahoj przygodo i ruszyliśmy na golasa zwiedzać gorące korytarze.  

W termach spędziliśmy jeden dzień, ale poza tym w samym Zakopcu również jest masa atrakcji. Jeżeli podobnie jak my, nie lubicie chodzić po górach, to równie dobrze czas można sobie zagospodarować, zwiedzając Krupówki. Już sam spacer po tej ulicy jest niesamowitym przeżyciem. Krupówki bowiem nie przypominają tradycyjnej, powszechnie nam znanej ulicy. Oprócz McDonaldsa znajdziemy tam również masę straganów z typowo góralskimi gadżetami. Wełniane skarpetki, ciepłe rękawiczki, szaliki, czapeczki, a w sezonie letnim biżuterię, korale, górolskie kapelusze! My akurat spacer po Krupówkach zakończyliśmy wizytą w muzeum Figur Woskowych. Może nie było to Madame Tussauds, ale nie narzekaliśmy na brak wrażeń. Bardzo ciekawe doświadczenie, stanąć twarzą w twarz z chociażby z Marilyn Monroe.



Wyciąg, który widzicie na zdjęciu, prowadzi na Gubałówkę. Hah, byliśmy tak leniwi, że nawet pod to wzniesienie nie chciało nam się iść. Niemniej jednak nie żałuję, bo zamiast wspinać się pod górę,  za niewielką opłatą usiedliśmy sobie wygodnie na ławeczce i zanim się obejrzeliśmy, dotarliśmy na deptak. A tam? Znowu stragany pełne pamiątek, ale też piękne widoczki. 

Z tego, co pamiętam, będąc w Zakopanem, udało mi się kiedyś odwiedzić dom do góry nogami. To taka dosyć popularna w wielu miastach atrakcja, ale nie każdy może się na nią zdecydować, ponieważ podczas zwiedzania niemal wszyscy doświadczają zawrotów głowy. Błędnik szaleje, odbierając znajomą rzeczywistość w całkiem inny sposób. 

Skansen w Sanoku 

Jak mi wiadomo to największy pod względem zgromadzonych obiektów skansen w Polsce! Obszerny, bo ma ponad 38 hektarów, ale z pewnością nienudny. Jest to muzeum etnograficzne, zatem dowiemy się tam o dawnych kulturach ludowych dużych społeczności i mniejszych grup etnicznych. 
Ja udałam się tam z ekipą w pewną słoneczną niedzielę, kiedy akurat wstęp do skansenu był darmowy. Zapłaciliśmy tylko za oprowadzanie z przewodnikiem i ruszyliśmy w trzygodzinną wycieczkę po historii naszej miejscowej kultury. Muzeum można zwiedzać również samodzielnie, ale ja polecam wykupić przewodnika, ponieważ tylko on ma klucz do wielu domków z eksponatami, a poza tym naprawdę ciekawie opowiada! Wielu istotnych faktów nie dowiemy się z tabliczek informacyjnych, tak samo, jak nikt nie opowie nam ciekawostek. 




Skansen w Kolbuszowie

Skoro już przy skansenach jesteśmy, to polecam zajrzeć również do muzeum w Kolbuszowej. W porównaniu do poprzedniego jest ono dużo mniejsze, ale równie ciekawe. Tutaj również przejdziemy szlakiem historii kultury ludowej. Poznamy realia naszych przodków, stare wiejskie obyczaje, oraz poczujemy zapach swojskiej chaty. 


Częstochowa - Jasna góra

W Częstochowie byłam dwa razy i to każdorazowo w celach religijnych. Pierwsza wizyta miała miejsce dwa lata temu. Była to szkolna przedmaturalna pielgrzymka. Ostatnim razem natomiast udałam się tam z rodziną w drugi dzień Wielkiej Nocy. Jak powszechnie wiadomo, miejsce to słynie przede wszystkim z klasztoru na Jasnej Górze. O ile samo miasto jest dla mnie obskurne, brzydkie i po prostu nudne - bo takie wrażenie odniosłam, przemierzając drogę do punktu docelowego - o tyle klasztor to miejsce nadzwyczajne. Już od samego wejścia przez bramę, można poczuć w powietrzu "to coś". Klimat robią nie tylko pięknie zdobiona katedra i pomniejsze kapliczki, ale też ciekawie zabudowana architektura. Na obszarze klasztoru nie brakuje zielonego deptaku i kilku ławeczek, można również pospacerować szlakiem Tajemnic Różańcowych. Najważniejszym punktem klasztoru jest obraz Matki Boskiej Częstochowskiej umieszczony w centralnym punkcie ołtarza w kaplicy i to właśnie tam zbiera się najwięcej wiernych i turystów. Jest to miejsce święte, dlatego też należy zachowywać się tam z godnością i szacunkiem.


Kraków 

Kraków to miasto wyjątkowe nie tylko ze względu na swoją piękną zabudowę, klimatyczny rynek, czy wiele atrakcji. Jest to miasto, które można odkrywać za każdym razem inaczej. Ilekroć tam nie byłam - a byłam wiele razy, bo mam stosunkowo blisko - Kraków ukazywał przede mną swój inny charakter. 

Zoo - to krakowskie jest niewielkie, ale brakuje w nim niczego, co w ogrodzie zoologicznym być powinno. W słoneczny dzień bardzo przyjemnie można tam spędzić czas, zachwycając się zwierzakami i poznając nowe gatunki nieznanych dotąd stworzeń. Dla nas największą atrakcją okazało się być minizoo, czyli miejsce stworzone z myślą o dzieciach. W tej części ogrodu można dotykać, głaskać i karmić zwierzaki! 


Aquapark, czyli baseny, na których można się wyszaleć! W tym krakowskim byłam już dwa razy, a ostatnio spędziłam tam sylwestrowy wieczór. Ja co prawda do wodnolubnych nie należę. Nie umiem pływać i nie ciągnie mnie do wody, ale mimo wszystko skusiłam się, by z paczką znajomych ponownie odwiedzić to miejsce. Pocieszające jest to, że wiele atrakcji nie wymagają umiejętności pływackich. Są brodziki, baseny i zjeżdżalnie dla dzieci. Są również duże zjeżdżalnie z pontonami, na których można zjeżdżać we dwójkę. Ponadto można posiedzieć w cieplutkim jacuzzi z bąbelkami lub pograć w wodną siatkówkę! 

Muzeum Lotnictwa odwiedziłam głównie z polecenia koleżanki blogerki Śpioszka. Kiedy przeczytałam na blogu o jej wizycie tam, stwierdziłam, że sama chętnie udałabym się do tego muzeum. Na okazję nie musiałam długo czekać. Będąc w Krakowie, bez zastanowienia wsiadłam w tramwaj, kupiłam bilet i ruszyłam spacerkiem w stronę potężnych samolotów! Za niewielką opłatę można zwiedzać do woli. Do dyspozycji turystów jest wiele okazów samolotów pasażerskich, odrzutowych, bombowych, a nawet helikopter papieski, do którego można wejść. Jeśli ktoś jest głodny wiedzy, może zwiedzać halę, w której jest objaśnione "co i jak". Można dokonywać eksperymentów z powietrzem, czy próbować pilotować samolot. Nie zabraknie również mechaniki. Choć mnie akurat ta część muzeum interesowała najmniej, przyznam, że ogromne silniki i na mnie zrobiły wrażenie.  





Energylandia to zdecydowanie miejsce dla ludzi odważnych i żądnych przygód! Ten park rozrywki to miejsce idealne, dla kogoś, kto chce nie tylko poczuć wiatr we włosach, ale także ogromną adrenalinę. Jeśli nie straszna Wam prędkość, wysokość i przeciążenia, to śmiało możecie zapinać pasy w największym i najszybszym rollercoasterze w Europie, który znajduje się właśnie w Energylandii. Uwierzcie, że takich rzeczy nie można przeżyć nigdzie indziej. Skąd to wiem? W parku rozrywki byłam już 3 razy. Dwa lata temu w Energylandii właśnie, rok temu w Europa Parku (Niemcy) i przed tygodniem ponownie w Energylandii. Jakie było moje miłe zaskoczenie, kiedy okazało się, że od mojej ostatniej wizyty park rozrósł się dwukrotnie, a bilet podrożał jedynie o 10 zł! Teraz naprawdę jest tam co robić i każdy znajdzie coś dla siebie, bowiem cały obszar podzielony jest na strefy: Bajkolandia (czyli dla dzieci), Familijna (dla całej rodziny, ale już zakrawa się o strefę ekstremalną), water park (najwymyślniejsze zjeżdżalnie i baseny, oraz leżaczki, na których można się zrelaksować) ekstremalna - czyli coś, co ja lubię najbardziej! Jeśli kręcą Was rollercoastery, chcecie doświadczyć latania, spadania głową w dół i wciskania w fotel to wbijajcie śmiało! Frajda i zabawa gwarantowana, ale jeśli ktoś ma jednak wątpliwości, lepiej sobie darować i spędzić czas na spokojnie w strefach mniej bełtających bebechy. Bilet wstępu do tanich nie należy, ale warto zapłacić i warto się odważyć, bo gwarantuję, że takich przygód jeszcze nie doświadczyliście.  



Wrocławskie Zoo

Wrocław to chyba moje najbardziej ulubione polskie miasto. Jest niezwykle piękne, ciekawe do zwiedzania i bardzo otwarte na turystów! Na każdym kroku zaskakuje oryginalnością, nie wspominając już o tym, że praktycznie w każdym zakątku można natknąć się na krasnala! 


Zoo we Wrocławiu to zoo wyjątkowe ze względu na swoje atrakcje! Zwierzaków tam co niemiara. Można chodzić, podziwiać i końca nie widać, a najlepsze jest to, że okazy każdorazowo zachwycają! Jednak pisząc atrakcje, nie miałam na myśli zwierząt... To, czego nie ma w Krakowie, a jest we Wrocławiu to oceanarium i afrykanarium! Niesamowicie jest kroczyć podwodnymi korytarzami i podziwiać pływające nad głowami rybki! 


Warszawskie Centrum Nauki Kopernik

Stolica polski mnie nie zachwyca, dlatego nie będę się długo nad nią rozwodzić. Oczywiście starówka jest piękna, ale miejscem wyjątkowo ciekawym jest tym razem Centrum Nauki Kopernika. Jeśli jesteś spragniony wiedzy i masz mnóstwo pytań, tam znajdziesz na nie odpowiedź. Zobaczysz maszyny i urządzenia, o których Ci się nie śniło, a nawet będziesz mógł ich wypróbować!
Mnie najbardziej spodobał się stół od niemyślenia. Co to za przyrząd? Nie wiem, na jakiej zasadzie on działa, ale wygląda na to, że bada on nasze fale mózgowe. Otóż zasiadając z przyjacielem po dwóch stronach stołu, zakładacie na głowę opaski, które mierzą poziom pracy mózgu. Na środku stołu jest piłeczka, która toczy się w stronę Twoją lub przeciwnika w zależności od tego, kto myśli więcej. Wygrywa ten, kto całkowicie się zrelaksował i wyłączył swoje myślenie!


Plany podróżniczne

Trójmaisto

Jedynymi jak na razie pewnymi wakacjami będzie dla mnie wypad nad morze. Już się nie mogę doczekać tych pięciu dni spędzonych na piaszczystej plaży, w malowniczym Gdańsku, Gdyni i Sopocie! Co zamierzam tam robić? Na pewno nie będzie to czas przeleżany na leżaku, o nie! Już teraz w planach mamy wizytę w muzeum II Wojny Światowej oraz Centrum Solidarności. Chcę się przejść ulicą Długą oraz zjeść smaczną rybę w dobrym lokalu (ktoś coś poleca?) Mam ochotę spacerować szlakiem gdańskich murali, gapić się w bezkres morza na plaży, a wieczorem wyskoczyć na fajną imprezę. Chcę również skorzystać z możliwości zwiedzenia trzech miast na rowerze, więc to będą naprawdę aktywne wakacje!

Mazury

Mazury chodzą za mną już od dawna, ale jak na razie nie planuję wycieczki tam. Myślę, że będzie to miejsce optymalne na przyszłoroczną majówkę, kiedy najdzie mnie chęć maksymalnego zrelaksowania i zregenerowania komórek. Cóż bowiem można robić na Mazurach jak nie odpoczywać?

Szlak Orlich Gniazd

Nie jestem miłośniczką długich wędrówek, ale na zwiedzanie szlaku Orlich Gniazd nie trzeba byłoby mnie namawiać. Z chęcią przeszłabym cały, choć jego długość nieco mnie dystansuje. Trasa ok. 164 km zajęłaby mi pewnie dłużej niż tydzień, ale myślę, że byłaby to gra warta świeczki. Od ruin do ruin i od zamku do zamku. Powolutku do przodu. A jak nie na nogach, to można też na rowerze. 


Jak widać, nie trzeba jechać na drogie wakacje za granicę, by ciekawie spędzić czas. Polska to zaskakująco piękny kraj, któremu nic nie brakuje. Jest tu od groma miejsc, które tylko czekają, aż je odkryjemy. Jest wiele możliwości, których można spróbować i doświadczyć. 
Pozostaje mi życzyć szerokiej drogi.
Enjoy!

7/26/2018

Slow Life, czyli życie po parysku

Slow Life, czyli życie po parysku
Skąd one mają tak dużo czasu? Jak to robią, że zawsze i wszędzie wyglądają tak gustownie? Jaki jest sekret ich urody? Dlaczego wszyscy mężczyźni padają im do stóp? Czy elegancję odziedziczyły w genach? Dlaczego szczycą się swoimi złymi nawykami? Co mają w torebce? Jak się zachowują na pierwszej randce, na imprezie, w sypialni? Tego wszystkiego można się dowiedzieć z książki "Bądź Paryżanką, gdziekolwiek jesteś".


Co to za książka

Cztery przyjaciółki: Annie Berest, Caroline de Maigret, Audrey Diwan, oraz Sophie Mas zabierają nas na kilkudniowy wypad do Paryża. Oprowadzają po swoich ulubionych miejscach, fundują dobrą kawę, plotkują z nami na temat dzieci, ślubów i chodzenia na siłownię. Zdradzają tajniki dobrego wyglądu i zapraszają nas do swojej garderoby. Wieczorem wyjdziemy z nimi na kolację, gdzie po kieliszku czy dwóch opowiedzą nam o swoich wpadkach i najskrytszych tajemnicach. 
Zdecydowanie tak można się poczuć, czytając tę książkę.

Slow Life   

Co to właściwie za zagadkowe pojęcie? Jak sama nazwa wskazuje Slow Life to nic innego, jak powolne życie. Ta maniera ma już nawet krąg swoich wyznawców i nic dziwnego. Sama do niego należę. Nie żebym narzekała na dzisiejsze czasy, ale tępo jakie jest nam narzucane, zdecydowanie mi nie odpowiada. Nie jestem z tych, co biorą udział w wyścigu szczurów. Nie dla mnie niekończąca się pogoń za niewiadomoczym. Nie lubię kiedy nad głową wiszą mi deadline'y, a terminy spotkań już nie mieszczą się w kalendarzu. Zamiast pędzić ślepo przed siebie i co rusz odznaczać fajką kolejne spełnione obowiązki, wolę sobie usiąść z książką i poczytać. Ot tak. 


Dla kogo?

Jeśli przytłacza Cię nadmiar obowiązków, a każda chwila odpoczynku przyprawia Ci zmartwień i poczucie winy, to wiedz, że powinnaś zwolnić. Jeśli starasz się być perfekcjonistką w każdym calu, nie odpuszczasz, robisz kilka rzeczy na raz i prześladuje Cię nieustanne wrażenie, że za moment coś Cię ominie, to Slow Life jest właśnie dla Ciebie. 

Jak?

Brzmi obiecująco, ale jak się do tego zabrać? 
  • Zwolnij
  • Ustal priorytety 
  • Znajdź czas dla siebie
  • Gotuj slow-food
  • Rób coś sama
  • Pielęgnuj relacje
  • Odłącz się
  • Spójrz na to z boku 
  • Bądź uważna 
  • Doceniaj małe sukcesy

Tajniki modowo-urodowe

Prostota to podstawa zarówno w makijażu jak i w ubiorze. Nie potrzebujesz całego zestawu kosmetyków, których nie zdążysz nawet wykorzystać przed końcem daty ważności. Po co Ci cała szafa ubrań, skoro masz kilka ulubionych i sprawdzonych rzeczy na każdą okazję, a reszty nawet nigdy nie ubierzesz na siebie? 


Czego nie znajdziecie w szafie Paryżanki?

  • Zbyt krótkich topów. Bo nie masz już piętnastu lat.
  • Podróbki torebki znanej marki. To tak, jakbyś miała sztuczny biust. Nie leczy się kompleksów oszustwem.
  • Australijskich butów UGG. Nie, bo nie.
  • Zbyt wymyślnych dżinsów z dziurami lub haftami. To fantastyczny strój, tyle że... w Bollywood. 
  • Ubrań z firmowym logo. Nie jesteś plakatem reklamowym.


Co powinno znaleźć się w każdej szafie?

  • Jeansy - zawsze wszędzie i do wszystkiego.
  • Torba i niech nikt się nie waży pytać, co jest w środku.
  • Czarna marynarka. Nadaje szyku spranym i znoszonym dżinsom. 
  • Balerinki - odpowiednik kapci.
  • Mała jedwabna apaszka. 
  • Biała koszula. Kultowa i ponadczasowa. 
  • Długi trencz - kwintesencja stylu.
  • Ogromny szal - bo trencz nie chroni przed zimnem.
  • Duży, luźny sweter - wkładasz go dzień po imprezie, jakbyś się otulała puchową kołdrą.
  • Zwykłe duże słoneczne okulary. Do noszenia codziennie, nawet wtedy, kiedy pada, bo zawsze jest jakiś powód, żeby je założyć.
  • Obszerna koszula - najlepiej z szafy swojego faceta.


Diabeł tkwi w szczegółach

Czyli biżuteria. Chyba każda pani nosi jakiś jej element. Czy to wisiorki, bransoletki, kolczyki - nieważne. Jest jednak kilka zasad, które pomogą nam idealnie dobrać dodatki.
  • Mało biżuterii - to podstawa.
  • Ma być delikatnie i dyskretnie.
  • Ciężki kaliber, czyli grube pozłacane bransolety, naszyjniki z kamieni itd. - tylko w ciągu dnia, by dodać szyku niewinnemu strojowi.
  • Im bardziej elegancko i odświętnie, tym mniej biżuterii.
  • Prawdziwa sztuczna biżuteria - nie musi być drogo. Tandeta jest ok, ale żadnych podróbek. 
  • Zegarek to też biżuteria. 


Naturalny wygląd


Chyba nikomu nie udało się dotąd rozwikłać wielkiej zagadki, jaką jest naturalny wygląd. Bo prawdę mówiąc, nie ma nic mniej naturalnego, niż naturalny wygląd. Paryżanki będą was przekonywały, że przyszły na świat z idealną skórą i zmierzwionymi włosami. Że ich ciało pachnie od chwili narodzin równie oszałamiająco jak Chanel N°5. Że swój "naturalny" wygląd zawdzięczają przodkom i że nie da się tego wytłumaczyć. To wszystko kłamstwo.  


Złote rady Paryżanek 


do powtarzania co wieczór przed zaśnięciem, nawet wtedy, kiedy jesteś nie całkiem trzeźwa
  • Nie bój się zestarzeć.
  • Nie bój się niczego.
  • Zdecyduj się przed trzydziestką na jedne perfumy i używaj ich przez następne trzydzieści lat.
  • Wybierz sobie coś, co wszyscy lubią - operę, kocięta, truskawki - i... nie kryj się z tym, że tego nie znosisz.
  • Noś czarną bieliznę pod białą bluzką. Będzie się kojarzyć z nutami na partyturze.
  • Z płcią przeciwną trzeba żyć, nie wolno z nią walczyć, chyba że w uścisku miłosnym.
  • Bądź świadoma swoich zalet. I swoich wad.
  • Wszystko, co robisz, przychodzi z łatwością, tak przynajmniej powinno to wyglądać.
  • Nie przesadzaj z makijażem, z kolorami, z dodatkami. Im tego mniej, tym lepiej. 
  • Jesteś bohaterką sama dla siebie. Przede wszystkim.
  • Wyglądaj zawsze ponętnie. W niedzielę rano, gdy idziesz po pieczywo, w środku nocy, gdy wychodzisz po papierosy, czy w środku dnia, gdy czekasz na dzieci przed szkołą. Nigdy nic nie wiadomo...





Sprzeczności

Nie da się ukryć, że większość kobiet jest pełna sprzeczności. Tę cechę dostrzegłam także u siebie. Bo jak wytłumaczyć to, że jestem rozgadanym, pełnym optymizmu i beztroski sangwinikiem, ale nie czuję się zbyt pewnie w gronie nowo poznanych osób? Właściwie nie lubię ich poznawać, wolę przebywać w swoim towarzystwie, a nawet samotność nie sprawia mi większego problemu. Mam głowę pełną myśli, niczym melancholik i snuję długie refleksje o bliżej niezidentyfikowanym temacie. Jestem raczej powściągliwa, ale ciągnie mnie ku przygodzie! Lubię od czasu do czasu zaszaleć, chociaż z reguły jestem spokojną dziewczyną. Można powiedzieć, że jestem optymistką, ale nie patrzę na świat przez różowe okulary. Nie nastawiam się naiwnie pełna nadziei na przychylność losu. Wolę obrać ten ciemniejszy scenariusz, a później ewentualnie być mile zaskoczona. Jestem pełna wiary w ludzkość, ale nauczyłam się już, że obcym nie można ufać, bo ludzie to parszywi kłamcy. Trochę ze mnie marzycielka, chodzę z głową w chmurach i bywam zakręcona, ale są sytuacje, kiedy twardo stąpam po ziemi.

Lubię ubierać się elegancko, jak na kobietę przystało, ale częściej sięgam po luźne dresy i trampki. Chciałabym mieć długie włosy, ale swoje regularnie skracam. Jestem maniaczką zdrowego stylu życia, ale brzuszki robię, tylko po to żeby nie mieć niechcianej oponki. Czytam książki romantyczne, ale w filmach już nie mogę oglądać tych miłosnych perypetii. Nie lubię kotów, ale kiedy jakiegoś zobaczę, muszę go pogłaskać. Właściwie nie obchodzi mnie, co myślą o mnie inni, ale lubię być dobrze postrzegana.  

I gdybym miała teraz podkreślić, co definiuje mnie bardziej, znowu nie potrafiłabym się zdecydować. Nie zaprzeczam więc, że przeczę sama sobie. Bo tak jest. 
 

Co ma piernik do wiatraka? 

Pewnie zastanawiacie się, skąd u mnie tyle refleksji poprzeplatanych ze streszczeniem książki? Otóż, czytając Paryżanki, zrozumiałam, jak mało dotąd skupiałam się na sobie. Dopiero cztery dziewczyny musiały wytknąć mi błędy, bym spostrzegła, co mnie omija, kiedy tak usilnie staram się chwytać dzień. Zamiast czerpać prawdziwą radość z życia, zadowalałam się ochłapami. Nie ostrzegałam jakie życie potrafi być piękne i spokojne, kiedy schowa się kalendarz do szuflady. Nagle pojawia się czas na wszystko. Zmieniają się priorytety, człowiek robi się spokojniejszy i doba się jakoś magicznie wydłuża.  Paryżanki pokazały mi, życie tu i teraz.

Paryżanka ze wszystkimi się wita, ale z nikim nie ma ochoty rozmawiać. Je pizzę quattro formaggi, a chwilę potem wrzuca do kawy słodzik. Kupuje bardzo drogie buty, ale nigdy ich nie pastuje. Jest nieznośna, ale robi wielkie oczy, gdy ktoś ją porzuca. Ma zadbane stopy, ale nosi bieliznę od Sasa do Lasa. Pali jak lokomotywa, gdy spaceruje polną drogą, by zaczerpnąć świeżego powietrza. W nocy pije wódkę, a rano zieloną herbatę. 


7/23/2018

Zostałam nominowana!

Zostałam nominowana!
Dzisiaj post zgoła nietypowy, ponieważ do tej zabawy zostałam wytypowana po raz pierwszy. Wiele razy widziałam na Waszych blogach, jak odpowiadacie na zadane pytania, a później wyznaczacie kolejne osoby do udziału w akcji. Właśnie tak ankieta ruszła w świat i teraz kolej na mnie. 


Co to jest Mistery Blog Award?

Cytując z bloga Caffe:
"Nagroda "Mystery Blogger Award" to nagroda dla niesamowitych blogerów o genialnych postach. Ich blog nie tylko urzeka; inspiruje i motywuje. Są jednymi z najlepszych na świecie i zasługują na każde uznanie, jakie otrzymują. Ta nagroda jest również dla blogerów, którzy znajdują radość i inspirację w blogowaniu; i robią to z taką miłością i pasją." - Okoto Enigma LINK TUTAJ



Co trzeba zrobić gdy dostajesz nominację?

1. Umieścić logo nominacji na swym blogu. - jest 
2. Zamieścić regulamin. - jest 
3. Podziękować osobie nominującej Ciebie i zamieścić jej link na swoim blogu.

A więc za nominację dziękuję Pani od biblioteki! To bardzo miłe, że zdecydowała się pani polecić mój blog! Chętnie biorę udział w zabawie i puszczam ją dalej!

4. Wspomnieć o pomysłodawcy nominacji i zamieścić link także. - jest 
5. Opowiedzieć krótko o sobie.

Może dla odmiany napiszę coś, czego prawdopodobnie jeszcze o mnie nie wiecie. 
Chwaliłam się już, że uwielbiam fotografię, a moją pasją jest pisanie. Właśnie dlatego prowadzę bloga oraz pracuję nad autorskim opowiadaniem. Jednak nie zdążyłam wspomnieć, że od kilku lat wymieniam się także tradycyjną korespondencją. Co konkretnie mam na myśli? Otóż mam kilka stałych korespondentek, a w ostatnim czasie poznałam kila nowych osóbek, które zdecydowały się pisać ze mną listy. Rozmawiamy o życiu, poważnych problemach, naszym hobby oraz tym co nowego u nas słychać. Własnoręcznie robimy koperty, a do każdej z nich wkładamy małe upominki. Dziecinada? Może tak, ale jest to przede wszystkim wielka frajada i radość z każdej nadanej koperty! Nic nie zastąpi też poczucia satysfakcji, kiedy przesyłka w skrzynce jest zaadresowana właśnie do mnie! - 

6. Wybrać nominowanych (10-20 osób) i zamieścić linki na swoim blogu. - poniżej 
7. O swoich nominacjach powiadomić nominowanych w komentarzach na ich blogach. - zrobi się 
8. Zadać swoim nominowanym 5 pytań, w tym jedno dziwne lub śmieszne. - poniżej 
9. Udostępnić link do swojego najlepszego posta/postów.

Polecę post, który moim zdaniem jest okk, a ma tutaj najmniej wyświetleń. Ciekawi? Zachęcam do czytania! Niezdrowa chemia w kosmetykach - ✔

Blogerki, które zapraszam do zabawy


Z góry zaznaczam, że udział w zabawie nie jest obowiązkowy, ale będzie mi naprawdę miło, jeśli  zdecydujecie się jednak gdzieś przy okazji napomknąć o akcji i przy okazji udzielić odpowiedzi ♥

Pytania do Was

  1. Czy oglądasz jakieś ciekawe kanały na YT, które możesz polecić?
  2. Ulubiony serial, film i książka?
  3. Bez czego nie wyobrażasz sobie codzienności?
  4. Co robisz przez pierwsze 5 minut po obudzeniu? 
  5. Na pewno masz jakieś wspomnienie z dzieciństwa, do którego wstydzisz się przyznać!

To by było na tyle! Do zabawy zapraszam również osoby, które nie zostały wymienione, a które czują chęć udziału! Wszystkie blogi są super i warto się nimi chwalić oraz doceniać nawzajem swoją pracę! 





Copyright © 2016 Dobra myśl , Blogger