11 grudnia 2018

Dobre polskie filmy

Kiedy do kin wchodzi nowy polski film, internet aż drży od nawałnicy komentarzy typu "To będzie kolejna kaszana", "Polskie filmy są do niczego", "Buuu!". Nie ukrywam, że i ja sceptycznie podchodzę do tego typu nowości. Na przestrzeni ostatnich lat kino narodowe raczej nie mogło poszczycić się wieloma ciekawymi i godnymi uwagi filmami, ale jeśli już zapowiadał się hit, to hitem się stał. I to nie tylko na  chwilę, aż słuch o nim zaginął, ale ów produkcje okazały się istnymi perełkami polskiej kinematografii, które są często wspominane i do których chętnie się wraca. Zapraszam na nowy cykl - Dobre, bo polskie



Miasto 44

Oglądałam ten film w kinie dwukrotnie, w domu z rodziną, a później jeszcze sama analizowałam jego poszczególne fragmenty i zastanawiam się, co on takiego w sobie ma, że każdorazowo wywołuje w człowieku bardzo silne emocje. Niestety nie da się go obejrzeć z uśmiechem na twarzy. Nie należy od do przyjemnych i beztroskich, na co wskazuje już sama tematyka. Jednak tyle filmów wojennych się widziało, tyle się słyszało o przemocy i niby się wie o tragedii tych ludzi, ale tym razem wspólnie z bohaterami w rówieśniczym wieku przenosimy się do wyniszczonej wojną Warszawy, gdzie z pozoru nie ma już nadziei. Ona tyka jedynie w sercach młodych ludzi i chyba to jest w tym wszystkim najgorsze. 

O czym? 
Podobnie jak w innych tego typu produkcjach, pod lupę bierzemy Powstanie Warszawskie. Temat znany i interpretowany pod wieloma względami, ale tym razem podchodzimy do niego od strony miłości. Poznajemy dwoje młodych ludzi: Stefana i Alę, którzy głównie interesując się sobą nawzajem, przeżywają te tragiczne wydarzenia gdzieś z boku. Nie są do końca bierni, ale wiedzą, że wojna to nie wszystko i mają nadzieję na lepsze wspólne jutro. Chcąc nie chcąc w końcu i ich dopada okrucieństwo wojny.  


Wołyń

Kolejny fragment historii, tym razem poruszający trudny do przełknięcia temat ludobójstwa. Oglądając ten film, aż ciężko uwierzyć, że takie wydarzenia naprawdę miały miejsce! Film jest bardzo wstrząsający. Nie nazwałabym go nawet wyciskaczem łez. Nie jest ckliwy, ale szokujący, zatrważający wręcz i na pewno nie dla ludzi o słabych nerwach! 

O czym?
Tutaj również wszystko zaczyna się od wątku miłosnego, tym razem nieszczęśliwego w swojej odsłonie, bowiem ojciec młodej Zosi, która kocha się w ukraińskim chłopcu postanawia, że wyjdzie ona za najbogatszego mężczyznę we wsi. Młode małżeństwo nie cieszy się jednak długim i szczęśliwym wspólnym życiem. W sercu dziewczyny gromadzi się strach z powodu represji Ukraińców. Życie lokalnej społeczności z dnia na dzień przeobraża się w piekło.  


Biała Sukienka

Zaczęliśmy z grubej rury, teraz troszkę zelżymy z emocjami. Biała Sukienka to mało znany polski film, a mimo wszystko uważam, że godny obejrzenia i uwagi. Właściwie włączyłam go kiedyś przez przypadek. Chciałam obejrzeć całkowicie inny tytuł, ale nie mogłam sobie go przypomnieć i na czuja wybrałam właśnie ten. Spodobał mi się początek i całkiem zabawna rola Bogdana Kalusa (którego głownie można kojarzyć z serialu Ranczo). Fabuła bardzo przyjemna, lecz znów prowadzi do dosyć fatalnego finału.

O czym?
Główny bohater Maciej zabiera po drodze przypadkowego autostopowicza Damiana. Chłopcy dobrze się dogadują, ale ich znajomość staje się coraz bardziej ironiczna. Przebojowy Maciej stara się wykrzesać z Damiana nutkę szaleństwa, ale ten ma swoje żelazne zasady i twardo stąpa po ziemi. Mówi ogólnikowo i jest bardzo tajemniczy, tymczasem przebojowy Maciek szuka rozrywki to tu to tam i stara się nakłonić nowego kolegę do zasmakowania życia od tej ciekawszej strony. Rozmawiają na wszelkiego rodzaju tematy, schodzą nawet na kwestie wiary. Ich podróż kończy się wypadkiem, w którym Maciek kończy bardzo tragicznie. Damian, który okazuje się być księdzem, ratuje mu życie.  


Kiler

W życiu bym nie pomyślała, że pod tym tytułem kryje się tak świetna komedia! Miałam świadomość, że główną rolę w filmie gra Cezary Pazura, lecz już sama nazwa kojarzyła mi się niezbyt pozytywnie. Tymczasem Kiler okazuje się przezabawną komedią pełną dobrego i w punkt wyważonego humoru z rewelacyjną obsadą aktorską, bo w fabule przewijają się takie osobowości jak: Małgorzata, Kożuchowska, Jerzy Stuhr, Katarzyna Figura, Janusz Rewiński oraz wspomniany już wyżej Cezary Pazura.

O czym?  
Jerzy Kiler to warszawski taksówkarz posądzony o serię zabójstw wykonanych na zlecenie. Mylnie osadzony w areszcie próbuje wszystkim udowodnić, że jego nazwisko nie ma nic wspólnego z fachem jaki wykonuje, lecz kiedy boss przestępczego świata wyciąga go z paki, Kiler nie ma nic przeciwko. Niestety w zamian za wolność Jerzy musi podjąć się kolejnych zleceń, mających na celu zlikwidować biznesowych przeciwników swojego nowego szefa. Tylko on ma pomysł jak to zrobić, by owca była cała i wilk był syty. 


Kilerów Dwóch

Druga część przezabawnej historii Jerzego Kilera nie ustępuje miejsca w czołówce, bowiem jest tak samo dobra. Ta sama obsada i jeszcze więcej dobrego humoru? Jestem na tak, tym bardziej, że Kilerów Dwóch funduje podwójną dawkę zabawy!

O czym?
Jerzy Kiler zdobywa popularność i dzięki swojemu majątkowi wspiera wszelkie dobroczynne organizacje oraz placówki. Jednak jego spokojne życie nie trwa zbyt długo, bowiem gangsterzy, których oszukał planują na nim słodką zemstę. Jeden chce się go pozbyć, natomiast drugi zamierza wykorzystać jego osobę do swoich podłych celów i zgarnięcia majątku. Nim jednak się dogadują, Kiler zostaje postrzelony. Gangsterzy wpadają na pomysł, by ściągnąć do akcji sobowtóra Jerzego.


Poranek Kojota 

Zdecydowanie moja ulubiona polska komedia, która za każdym razem bawi mnie tak samo! Uwielbiam ten film za świetnie wykreowanych bohaterów, ciekawe dialogi oraz niekonwencjonalną fabułę, bo chociaż oglądałam ten film już kilkukrotnie, to wciąż bawi i zaskakuje mnie tak samo. A najlepsze jest to, że za każdym razem odkrywam jego nowe smaczki.

O czym?    
Kuba, niespełniony rysownik komików, poznaje młodziutką piosenkarkę Noemi i zakochuje się w niej. Dziewczynie również chłopak wpada w oko, jednak nie podoba się to bogatemu ojczymowi piosenkarki, a tym bardziej jej chłopakowi, który nie dość, że zdradza niewinną dziewczynę, to jeszcze liczy na spore zyski w związku ze ślubem. Brylant nie lubi konkurencji, a ojczym Noemi likwiduje wrogów, karmiąc nimi lwy w zoo. Kuba wpada więc w nie lada tarapaty.


Dzień Świra 

Miłośnikom polskiego kina z pewnością nie muszę przedstawiać tej komedii, bowiem jest to tytuł chyba najbardziej popularny. Dzień Świra to esencja gatunku. Komedia wszech czasów opowiadająca po części o każdym z nas. Główny jej bohater bowiem cierpi na przypadłości dobrze nam wszystkim znane i objawiające się w mniejszej lub większej mierze u każdego z nas.

O czym? 
Fabułę idealnie nakreśla krótki opis z Filmweb: Adaś Miauczyński, 49-letni rozwiedziony polonista, żyje w kręgu swoich natręctw, nie potrafiąc wyrwać się z nudy i rutyny dnia codziennego.


Sztuka Kochania

Stosunkowo najnowszy film, który właściwie nie znalazłby się na tej liście, gdyby nie jeden istotny powód - Sztuka Kochana to film, który edukuje i z którego wiele można wynieść. Uświadamia, jak ważna jest znajomość swojego ciała. Jak ważnym jest kochanie samego siebie oraz jak istotnym elementem w naszym życiu jest bliskość i cielesność. Na co dzień się o tym nie mówi. Sprawy cielesne i w ogóle temat seksu spychane są na dalekie tory, a przecież dotyczy to każdego z nas. 

O czym?  
Film to przede wszystkim biografia Michaliny Wisłockiej, która w latach 70-tych zasłynęła jako lekarka w dziedzinie ginekologii i seksuologii. Chcąc edukować ludzi, wydała książkę o tym samym tytule. Na szczęście fabuła nie skupia się jedynie na faktach z życia Wisłockiej, która była raczej kobietą niespełnioną w miłości, ale bierze pod uwagę też wątki i fakty związane z tematami płciowości. Jedno jest pewnie - Wisłocka rozpętała seksualną rewolucję. 



Z pewnością wiele dobrych polskich filmów jeszcze przede mną, jednak już teraz wiem, że najchętniej będę sięgać po te starsze produkcje, które bawią i edukują. Pomału zmieniam też nastawienie co do polskich komedii romantycznych. Nie chcę jednak do wszystkich filmów podchodzić zbyt entuzjastycznie. Wkrótce przede mną seans "Kler" oraz "7 uczuć", czyli powrót do dzieciństwa i młodości Adasia Miauczyńskiego. Zapowiada się ciekawie!   
5

28 listopada 2018

Mogę, potrafię, zrobię

Wyniosłe hasła na temat motywacji są nam znane nie od dziś. Uwierz w siebie! Dasz radę! Pomęcz się teraz, a za kilka miesięcy zobaczysz rezultat! Ile razy słyszeliśmy podobne zachęty do działania ze strony rodziny, przyjaciół, nauczyciela, szefa? Prawdopodobnie nie raz i nie dwa, stosowałaś/eś taki doping na samym sobie i właściwie nie byłoby w nich nic złego, gdyby nie mur, jakim jest rzeczywistość. No bo przecież łatwo powiedzieć, ale trudniej już zrobić. 



Problemów z motywacją może być kilka: słomiany zapał, znudzenie, brak czasu, bądź oczekiwanego rezultatu. Czasami faktycznie nie wygląda to tak, jak na filmach. Ciężko podporządkować swoje życie jednej aspiracji, by tym samym nie zaniedbać relacji z bliskimi, pracy, szkoły. Często musimy borykać się z finansowymi ograniczeniami i wcale nie jest tak, że jeśli naprawdę nam na czymś zależy, będziemy konsekwentnie do tego dążyć... Niestety każdemu zdarzają się motywacyjne dołki. Chcielibyśmy już widzieć efekt, a jego zauważalny brak tylko pogarsza sytuację. Doprowadza do złości, furii, przygnębienia, poczucia bezsensu, a nawet do zaprzestania jakiegokolwiek działania. I co wtedy? 

Myślę, że rozwiązanie tych wszystkich problemów jest jedno - cel. Od niego wszystko się zaczyna i na nim się kończy. Skoro chcemy coś osiągnąć - obojętnie czy to coś związanego z naszą pasją, czy może chęć zmiany, niewielkie osobiste zwycięstwo, czy sukces na skalę światową - warto zacząć od wyznaczenia konkretnego celu. Kolejnym krokiem powinien być realny plan. Nie taki, w którym założymy, że wszystko powiedzie się od razu. Z doświadczenia wiem, że zawsze znajdzie się jakaś przeszkoda, która pokrzyżuje naszą strategię, dlatego margines na próby i błędy jest obowiązkowy! Warto podzielić pracę na etapy i oszacować ile mniej więcej czasu nam to zajmie. Dzięki temu będziemy dostrzegać, że małe kroki przybliżają nas do punktu docelowego. Później pozostaje już tylko konsekwentne działanie i niepoddawanie się, jeśli coś pójdzie nie tak, a pójdzie na pewno!

To by było na tyle, jeśli chodzi o strategiczną stronę motywacji. Jednak co jeśli w którymś momencie trafimy na dołek nie do przeskoczenia? Co, jeśli opuszczą nas wszystkie chęci, jeśli zabraknie inspiracji, a praca nad sobą stanie się przykrym obowiązkiem? Jak się wygrzebać z rozczarowania?
Ja mam swój plan, jak nie popaść w stan apatii i zniechęcenia.






Pasja. Kieruj nią, dbaj i pielęgnuj, a przede wszystkim, rozwijaj się. Nie pozwól, by została zaniedbana. Spełniaj swoje cele związane z nią, dąż do nich. Miej marzenia i spełniaj je. 

Czas. Planując swój czas, możesz zrobić dużo więcej. 

Wyciszaj się. Minimalizuj napięcie. Nie pozwalaj ogarniać się negatywną passą, nerwami, chaosem. Czytaj, słuchaj, pisz, uśmiechaj się, ale nie na siłę. Odreaguj. Pozwól, by twój umysł był spokojny i oddychał równo z tobą. Spokój myśli to spokój całego ciała i rozsądne decyzje.

Kontakt z naturą. Świeże powietrze. Spacer. Trening. Pozwala się wyciszyć, zapomnieć o tym, co "na dole". Poznawanie siebie. Swoich słabych i dobrych stron. Motywacja do zmian, do spojrzenia na siebie, jak równy z równym. Równy wobec świata i równy wobec natury. Uzależnienie, z którym się nie walczy. Miłość i głęboka relacja z naturą. Świadomość zdrowego stylu życia, zdrowe jedzenie, zdrowe otoczenie.

Dbanie o wartościowe relacje. To pozwala czuć się lepiej, niż mając obok siebie ludzi, którzy demotywują i sprawiają zawód. Asertywność.

Szczerość. W myśli, mowie i uczynkach. Szczerość ze samym sobą. Świadomość swoich wad i zalet. Prostota.

Inspiracja. Inspirowanie się tym, co bliskie. Zdjęcia, ludzie, pomysły, rzeczy, miejsca. 

Dbałość o szczegóły. Dawanie z siebie 100% we wszystkim, co robię. Dopracowywanie, założenie różnych wariantów i solidne przygotowanie.

Dostrzeganie tego, co mamy. Docenianie prostych i bliskich rzeczy. To, że coś jest niewielkie, przykładowo niewysoka góra, spacer na nią może dać o wiele więcej radości, nauki i satysfakcji niż wejście na najwyższy szczyt.

Miej własne zdanie. Nie bój się podejmować decyzji, idź własną drogą. Lepiej przekonać się na własnej skórze, doświadczyć samemu, niż żałować, że bezgranicznie się coś komuś powierzyło. Przyznawanie komuś racji wcale nie boli. 

Ciekawość świata i otwartość na nowe wyzwania. Mów życiu tak. Doświadczaj. Miej wiele zainteresowań, ale znajdź w tym równowagę. 

Pielęgnuj swoje pomysły i pozytywne myśli. Rzuć się czasem w wir spontanicznych zdarzeń, zaszalej.

Bez pośpiechu. Nie spiesz się. Nie miej parcia na zdobywanie. Napawaj się wysiłkiem, widokami, drogą. Nie goń ślepo do celu. Wędrówka jest ważna, o ile nie najważniejsza. To ona uczy i odkrywa to, co w sobie chowamy. 

Miej swoje "wszędzie". Znajdź siebie i swój punkt odniesienia. Poświęć się czemuś i się w tym rozwijaj.


A Ty jaki masz plan?  


"Cel ma sens wówczas, gdy pomaga ci rosnąć, a wzrastasz
przez zdobywanie go, nie samo osiągnięcie."

52

21 listopada 2018

Kosmetyczne denko #2

W ostatnim czasie moje pudełko z pustymi opakowaniami po kosmetykach całkowicie się zapełniło, a to oznaka, że czas je opróżnić i tym samym podsumować ostatnie zużytki. Trochę się tego nazbierało, tym bardziej że ostatnie podsumowanie robiłam w okolicach sierpnia. Zapraszam serdecznie na małą recenzję kosmetyków! 


Pielęgnacja twarzy 

Zacznę standardowo od tego, co najbliższe memu sercu, a więc pielęgnacja twarzy. Od jakiegoś czasu zwracam szczególną uwagę na potrzeby mojej cery oraz to, jakie kosmetyki stosuję. Staram się wybierać te naturalne, ale niestety moja buzia jest w tym temacie strasznie wybredna i nie każdy kosmetyk, choć dobry, przypadnie jej do gustu. Tak to już jest z mieszańcami...

Poniżej na zdjęciu można zauważyć (od góry) tonik głęboko oczyszczający pory Avon, który dostałam od koleżanki. Skarżyłam się jej na niepohamowane wypryski, które pojawiały się niczym grzyby po deszczu. Cóż... Moje pierwsze wrażenie nie było zbyt pozytywne. Kosmetyk wyróżnia się odpychającym zapachem alkoholu i bardzo mocnym działaniem na skórę. Nie polecam stosować, jeśli ktoś ma cerę skłonną do podrażnień! Niestety tonik nie jest najprzyjemniejszy w użyciu, bo pomijając już zapach, po przetarciu twarzy nasączonym wacikiem skóra troszkę piecze i szczypie! Mimo wszystko gołym okiem można zaobserwować zebrany na waciku łój. Działał, więc postanowiłam dać mu szansę. Zawsze tonizowałam twarz po umyciu i przed makijażem. Trochę poszczypało, ale nie popełniłam już kolejny raz tego samego błędu i nie stosowałam tonika na otwarte wypryski. Czy oczyszczał aż tak głęboko, jak obiecuje producent? Nie. Nie zniknęły nagle wszystkie wągry, ale zauważyłam znaczną poprawę, jeśli chodzi o częstotliwość pojawiających się wyprysków. Tonik zminimalizował ich wyskakiwanie, a kiedy już jakiś odważny się pojawił, natychmiast go wysuszał. Wysuszanie to zarówno wada, jak i zaleta tego kosmetyku. Lepiej nie rozprowadzać go po całej twarzy, ale tylko tam, gdzie faktycznie tego potrzebujemy. 

Garnier SkinActive 3w1 to kosmetyk obowiązkowy w mojej toaletce. Zapoznałam się z nim bliżej wiele lat temu i od tamtej pory jesteśmy nierozłączni. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że jest to produkt wielozadaniowy. W jednej tubce znajduje się żel myjący, peeling oraz maseczka do twarzy. Twarz po zastosowaniu produktu jest znacznie świeższa. Żel świetnie myje, peeling z naturalnym pumeksem to dobra zdzierka, która odblokowuje pory i zmniejsza ich widoczność, a maseczka zapobiega błyszczeniu się. Ja co prawda nie używam go na co dzień, bo bardzo wysusza i ściąga skórę, ale raz, dwa razy w tygodniu jest to moja niezastąpiona kuracja oczyszczająca dla twarzy.

Bardzo lubię markę Vianek, ale akurat odżywczy krem do twarzy na dzień mi nie podszedł. Pierwsze wrażenie wywarł na mnie bardzo pozytywne! Naturalny skład, piękny zapach i przystępna cena. Po zastosowaniu też było w miarę ok. Krem zostawiał na buzi tłustawy film, po czym z upływem czasu wchłaniał się całkowicie, by później znowu nabłyszczyć całą twarz. Nie radził sobie z nim nawet mój puder matujący i to właściwie główna wada tego kremu. Koniec końców zaczęłam go stosować na noc. Ogromny plus dla opakowania z pompką!  Krem naprawdę dobrze odżywia i nawilża, ale niestety nie nadaje się dla mieszańców. Nie kupię go ponownie, ale poszukam czegoś innego od Vianka, może następnym razem trafię w coś, co spasuje mojej buźce. 


Żel do mycia buzi Tołpa, cera naczynkowa to hit i kosmetyk obowiązkowy w mojej kosmetyczce! Już od dawna szukałam czegoś, co wzmocniłoby moje naczynka i dzięki czemu nie miałabym ogromnych wypieków na twarzy. Ten żel spełnił moje najśmielsze oczekiwania! Początki co prawda mieliśmy różne. Po krótkim czasie stosowania nie widziałam oszałamiających efektów, ale postanowiłam dać mu szansę. Nie miałam nic do stracenia, ponieważ żel, tak czy inaczej, bardzo delikatnie mył buzię, dobrze odświeżał, nie podrażniał i przede wszystkim (wedle obietnic producenta) nie ściągał i nie przesuszał skóry. Już samo to mnie urzekło, więc postanowiłam opakowanie do końca wykorzystać. Jakim miłym zaskoczeniem było zauważenie efektu! Moje naczynka są aktualnie w dużo lepszej kondycji i buzia nie ma już ogromnych rumieńców! Polecam każdemu, kto ma problem z cerą naczynkową. Ten kosmetyk naprawdę zdziała cuda.

Mineralny peeling drobnoziarnisty Perfecta bardzo lubię i często do niego wracam. Niestety (albo i stety) nie miałam okazji wypróbować starej wersji, ale nowa jak najbardziej przypadła mi do gustu. Gęsta konsystencja, nie przelewa się przez palce, dobrze rozprowadza się na twarzy. Peeling ma mnóstwo czyszczących drobinek, dzięki czemu dobrze oczyszcza i nie daje żadnych szans martwemu naskórkowi. Cudowna zdzierka i do tego nie podrażnia, nie wysusza skóry, ale zostawia cerę gładką i odświeżoną! Niestety kosmetyk jest dostępny tylko w saszetkach albo ja nie mogę nigdzie znaleźć pełnej wersji tego peelingu.


Nawilżająca maska od Ziaja z zieloną glinką to nawilżenie od zaraz! Nie spodziewałam się efektu wow, ale kupiłam tę maseczkę ze względu na jej niską cenę. Tymczasem bardzo pozytywnie się zaskoczyłam! Maseczka ma konsystencję kremu, który nakładamy na twarz. W tym czasie ona robi swoje i odwala naprawę dobry kawał roboty. Moja przesuszona miejscami cera wróciła z podwójną siłą. Pełna blasku i zero suchych skórek! Taki efekt już po pierwszym użyciu. Muszę zaznaczyć, że mi jedna saszetka wystarcza na dwa/trzy razy.

Do maseczki głęboko nawilżającej Cien 'Aloes + kwiat pomarańczy' powracam regularnie. Mam cerę mieszaną, która z jednej strony się przetłuszcza, a z drugiej potrzebuje nawilżenia. Ta maseczka od Cien robi z nią cuda! Faktycznie nawilża i jest to nawilżenie bardzo intensywne! Ponadto wygładza i ujędrnia moją buzię. Maseczka jest przyjemna w użyciu, ma kremową tłustą konsystencję, która z łatwością się rozprowadza. Cechuje się też delikatnym, niedrażniącym zapachem, śmiesznie małą ceną i pojemnością saszetki, bo mi jedna wystarcza na trzy razy.

Kto kiedykolwiek robił zakupy w Biedronce, ten z pewnością zetknął się z kosmetykami BeBeauty. Marka niedawno powiększyła swoją kolekcję maseczek o wersję z czarnym węglem oczywiście w wydaniu peel-off. Bardzo lubię kosmetyki z zawartością węgla aktywnego, a jeszcze bardziej doceniam maseczki peel-off, bo nie są uciążliwe w zmywaniu. Jednak ta maseczka to koszmar, jeżeli chodzi o ściąganie! Baaardzo przykleja się do twarzy i nie chce od niej odejść, a jak już przyjdzie co do czego, to potwornie boleśnie ciągnie! Ale od początku... W zaleceniach od producenta napisane jest, że przed nałożeniem maseczki, buzię trzeba starannie oczyścić oraz zrobić sobie przysłowiową "parówkę", coby pory się otworzyły. Tak też zrobiłam. Po otwarciu saszetki można zauważyć, że kosmetyk ma bardzo gęstą konsystencję, co lekko utrudnia rozprowadzanie. Ciężko wydobyć mazidło ze środka, bo już zastyga! Jedna saszetka nie wystarcza na całą moją buzię, dlatego w pierwszej kolejności rozprowadzam kosmetyk tam, gdzie najbardziej mi zależy na oczyszczeniu. Maseczkę trzyma się na twarzy około 45 minut, co jest stosunkowo długim czasem. Mnie to osobiście nie przeszkadza, ale na pewno nie jest to maseczka dla leniwych! No i na końcu najgorsze... Ściąganie = ból. Czy warto? Niestety po dwóch saszetkach nie zauważyłam powalającego efektu...

Pielęgnacja włosów i skóry głowy



Green Pharmacy, Szampon do włosów normalnych i przetłuszczających się z nagietkiem lekarskim - Przyznam szczerze, że kolejny raz nabrałam się na obietnice producenta. "Szampon sprawia, że włosy stają się zdrowe, nawilżone, elastyczne i pełne blasku" u mnie = równa się TŁUSTE. Zaraz po umyciu włosy kleiły się w strąki, a kiedy wyschły, były obciążone i szybko się przetłuszczały. Zraziłam się raz na zawsze do szamponów Green Pharmacy.

O`Herbal, Szampon zwiększający objętość cienkich włosów z ekstraktem z arniki powoduje u mnie swędzenie. Bardzo lubię i cenię kosmetyki O'Herbal, ale ten szampon wyjątkowo nie przypadł mi do gustu. Skusiłam się na niego, ponieważ liczyłam na obiecywaną ze strony producenta "objętość aż od nasady", tymczasem w kwestii objętości naprawdę niewiele się zmieniło, a ucierpiała jedynie skóra mojej głowy. Zaraz po zastosowaniu bardzo mnie swędziało, Myślałam, że szampon będzie przyczyną łupieżu, ale na szczęście nic takiego się nie stało. Kilka razy zamieniłam szampon na inny i problem ze swędzeniem się nie pojawiał. Nie stosowałam też innych kosmetyków (odżywek/masek), zatem swędzenie jest skutkiem używania tego szamponu. Raczej do niego nie wrócę.

Barwa Naturalna, szampon żurawinowy zwiększający objętość z kompleksem witamin to natomiast bardzo przyzwoity szampon o ładnym zapachu, dobrze pieniącej się konsystencji oraz fajnych właściwościach odświeżająco-czyszczących. Szampon kupiłam zachęcona hasłem reklamowym o jego domniemanym działaniu zwiększającym objętość. Sam w sobie raczej tego nie robi. Dopiero przy zastosowaniu dodatkowych odżywek i sprayów faktycznie zauważyłam wysyp baby hair, zakładam więc, że wspiera on takie produkty w ich działaniu i wówczas faktycznie można dostrzec różnicę. Sam niestety nie wystarcza, by zwiększyć objętość włosów. 


Olejek z czarnuszki Bioelixire utrzymuje moje włosy w świetnej kondycji! Trafiłam na ten olejek całkowicie przez przypadek podczas zakupów w Biedronce. Właściwie nie mam zniszczonych włosów, regularnie podcinam końcówki, ale mimo wszystko są one rzadkie, osłabione i wypadają. Olejek przyciągnął mnie hasłem "Zdrowe, mocne i silne włosy". Od razu pomyślałam "To musi być to" i jest! Przyznam, że nie do końca działa tak, jak wychwala to producent. Nie mam na głowie burzy włosów, nie przestały one nagle wypadać, ale ale! Olejek to przede wszystkim sprawdzony specyfik, który utrzymuje moje włosy w dobrej kondycji. Zapobiega rozdwajaniu końcówek (nie podcinałam ich już jakiś czas, bo jest ok), włosy są nawilżone i nabierają blasku, ładnie się układają i bez problemu rozczesują. Poza tym olejek pomimo swojej tłustej konsystencji w ogóle nie obciąża włosów, nie przyczynia się do ich szybszego przetłuszczania, a co najważniejsze świetnie regeneruje moją wrażliwą skórę głowy. Polecam!

Suchy szampon Batiste `Cherry` już nie raz ratował sytuację na mojej głowie, ale nadal denerwuje mnie w nim kilka rzeczy. Przede wszystkim to, że łatwo można zrobić z siebie staruszkę. Nie raz i nie dwa zdarzyło mi się zsiwieć, a biały proszek z włosów nie tak łatwo strzepać, czy wczesać. Druga sprawa, że efekt też nie jest zadowalający. Po zastosowaniu szamponu widać, że są one wczorajsze, a jeszcze bardziej czuć na głowie, że pora na mycie. "Świeżość" na włosach utrzymuje się max 2/3 godziny. Ponadto ta wersja zapachowa jest dla mnie zbyt mocna i przez to drażniąca. Szału nie ma, ale i tak go lubię.

Pielęgnacja ciała



Organic Shop, relaksujący żel pod prysznic `lawenda i irys` to już kolejny żel tej firmy, jaki miałam okazję wypróbować i niestety kolejny, który mnie rozczarował. Mam wrażenie, że żele pod prysznic Organic Shop różnią się od siebie jedynie zapachami. Pod względem innych właściwości raczej się od siebie nie różnią. Typowo żelowa konsystencja raczej dobrze się pieni, myje, ale nic poza tym. Zero zapachu na skórze (chociaż przy tych produktach to raczej zaleta, bowiem większość z nich jak nie wszystkie mają dosyć ostry, drażniący zapach). Poza tym produkt nie ma żadnych właściwości pielęgnujących, nie wspominając już o relaksie podczas barania prysznica. Raczej nie kupię ponownie.

Żel pod prysznic Alverde w wersji z granatem i wyciągiem z imbiru ładnie pachnie, ale nie pozostawia zapachu na skórze i to właściwie jedyny minus tego produktu. Poza tym żel super się pieni, skutecznie oczyszcza, przyjemnie nawilża i ma zdrowy naturalny skład, co najbardziej sobie cenię w produktach tej marki. Czego chcieć więcej?

Produkty O`Herbal bardzo sobie cenię za naturalny i przyjazny skórze skład. Żele pod prysznic to bardzo udane i super skuteczne produkty, które dobrze myją, odświeżają i orzeźwiają. Przy tym nie podrażniają, są delikatne dla skóry i pielęgnują ją. Nie inaczej było z orzeźwiającym żelem z wyciągiem z werbeny. Uwielbiam tę markę i choć często zdradzam ją z innymi kosmetykami do pielęgnacji i mycia ciała, to i tak zawsze do niej wracam.

Dove, Purely Pampering, żel pod prysznic z kremem pistacjowym i magnolią to naprawdę świetny żel, a jego używanie to sama przyjemność! Kiedyś żele pod prysznic od Dove nie przypadły mi do gustu. Z jakiegoś powodu sięgnęłam ponownie akurat po ten i właściwie nie rozumiem, dlaczego wcześniej nie dostrzegłam jego zalet. Po pierwsze ma obłędny zapach. Po drugie kremowa i delikatna konsystencja, która otula ciało. Po trzecie moja skóra po każdym prysznicu jest cudownie miękka i delikatna, idealnie nawilżona. Zapach pistacji unosi się w całej łazience i można go wyczuć na skórze jeszcze przez bardzo długi czas! Żel dobrze się pieni, więc nie trzeba go dużo nanosić na gąbkę. Jest wydajny i starcza na długo, nawet jeśli używają go wszyscy domownicy. 


Płyn do płukania ust Oral-B Pro-Expert zakupiłam ze względu na brak fluoru i alkoholu w składzie. Mojej uwadze umknął jednak maleńki napis informujący o tym, że płyn może barwić zęby, jak dla mnie to jedyny minus tego produktu. Generalnie płyn daje świeży, przyjemny posmak słodkiej mięty, dobre oczyszczenie i długie odświeżenie jamy ustnej.

Do kremowego mydła w płynie o zapachu bawełny, Linda nie jestem szczególnie przekonana. Każdorazowo podczas jego stosowania mam wrażenie, że mydło nie do końca spełniło swoje zadanie. Niby myje, ale za pierwszym razem jakby niedokładnie, dlatego muszę myć ręce na dwa razy, żeby mieć na nich względne uczucie świeżości, gdzie dla porównania z innymi mydłami w płynie nie mam takiego problemu. Poza tym mydło ma typowy, niezbyt dobry skład i bardzo wysusza!

Kto mnie zna, ten wie, że past do zębów z fluorem wystrzegam się jak ognia. Zawsze zwracam uwagę na skład i wielkim plusem są dla mnie produkty, które jednak tego fluoru nie zawierają. Ziaja, Mintperfekt, pasta stomatologiczna bez fluoru to jedna z niewielu past, które jak na pastę przystało porządnie czyści ząbki, odświeża jamę ustną, a po zastosowaniu pozostawia w buzi przyjemny posmak słodkiej mięty.

Hipoalergiczne tradycyjne polskie szare mydło Barwa to produkt obowiązkowy w mojej łazience. Kupuję go na zmianę razem z wersją zapachową z ekstraktem z lnu. Dopóki nie odkryłam tego mydła, męczyłam się z wielką pękającą kostką Białego Jelenia. To jest zdecydowanie lepsze do mycia rąk i korzysta się z niego o wiele przyjemniej!


Krem do rąk Cien Madame Glamour kupiłam ponad rok temu i aż nie mogę uwierzyć, że do niedawna jeszcze mi towarzyszył! Jak na 75 ml kosmetyku, jest on bardzo wydajny, ale lubię go także za jego natychmiastowy efekt "gładkich dłoni"... Tak napisałam to w cudzysłowie, ponieważ  nie posiada on właściwie żadnych właściwości pielęgnacyjnych. Efekt? Natychmiastowy! Krem wchłania się zaraz po zastosowaniu i daje uczucie jedwabiście gładkich dłoni, ale niestety na krótko.

AA Alu free deodorant to tragedia nad tragediami. Wciąż próbuję i szukam jakiegoś dobrego antyperspirantu bez szkodliwych składników, ale obawiam się, że taki jeszcze nie powstał. Ten tutaj bowiem to totalna klapa. Takiego antyperspirantu to jeszcze nie miałam. W skrócie - równie dobrze można sobie pod pachami rozsmarować masło, bo szybciej się wchłonie i nie będzie śmierdzieć! Tan kosmetyk nie powinien nawet leżeć koło antyperspirantów, bo nie dość, że nie chroni przed potem, to jeszcze zmieszany razem z nim okropnie pachnie. W ogóle nie zasycha pod pachami, po rozsmarowaniu ciągle czuć wilgoć, co sprawia dyskomfort. Produkt ląduje w koszu. 

Cleaner do paznokci hybrydowych Semilac dobrze odtłuszcza i przygotowuje paznokcie pod lakier hybrydowy, ale nie różni się niczym szczególnym od jego tańszych zamienników. Jest wydajny. Niestety zapach mnie strasznie drażni, więc wolę sięgać po produkty z dodatkami zapachowego olejku.

Płatki kosmetyczne z ekstraktem z aloesu Hebe są nie najgorsze, ale i nie najlepsze. Raczej zwyczajne, całkowicie przeciętne. Zapewnienia producenta o spoistej warstwie raczej się nie sprawdzają. Płatki lubią się rozdwajać, strzępić się i pozostawiać po sobie włókna. Jest ich dużo w opakowaniu, więc są wydajne. Głowna wada? BRAK ALOESU!


Mieliście przyjemność używać, któregoś z tych kosmetyków? Polecacie coś innego, być może lepszego jako zamiennik? Jakie są wasze ulubione kosmetyki w dziedzinie pielęgnacji twarzy, włosów i ciała? 


43

14 listopada 2018

Czytelnicze podsumowanie #2 - Złapać Milionera | Przesilenie | Płynąc ku przeznaczeniu + BOOK TOUR

Jakoś nie po drodze mi ostatnio z książkowymi recenzjami. Mimo, że porównywalnie teraz nie czytam dużo, to i tak posty o tej tematyce odkładam zawsze na później. A później wiadomo... Piętrzą się zaległości i już sama nie wiem, co warto polecić, a czego nie warto, albo o czym była książka? Dziś na szczęście przychodzę do Was z tytułami, które były na tyle fajne i ciekawe, że zapadły mi w pamięć na dłużej. I uwaga - są to same romanse.


Złapać milionera 

To książka na skalę "50 twarzy Greya" tylko, że o niebo lepsza! Fabuła kipi seksem, główni bohaterowie są maksymalnie wyidealizowani, ale o dziwo to nie przeszkadza ani nie denerwuje. Sceny erotyczne nie przyprawiają o mdłości, ale są wyważone w punkt. Ta książka jest jedną wielką humorystyczną bombą! Zaledwie raz zdarzyło mi się śmiać na głos przy książce, a tytuł "Złapać Milionera" co chwilę serwował mi genialne żarty sytuacyjne. Nie zabrakło też złości i nuty wzruszenia, bo czym byłby romans bez miłosnego zawodu? 

O czym?  
Kim jest tajemnicza Rose? Dlaczego facet, z którym tak namiętnie wymieniała wiadomości nagle zaczął się pogrążać i wysyła jej zdjęcia swojego przyrodzenia? Jak się okazuje w dobie internetu wszystko jest możliwe, nawet randki bez wychodzenia z domu. Ale co jeśli seksowna Rose to tak naprawdę Gorgia - pracownica roku w działu marketingu i co jeśli jej byłym netboyem jest przystojny szef, na którego nawet nie ma odwagi spojrzeć? On nie szuka miłości, a ona w reszcie chce się naprawdę zakochać. Los rzuca ich sobie w ramiona, ale czy coś z tego wyjdzie? 

Świat jest mały, kochanie. Ale miłość duża. Na tyle wielka, że przypadek niekiedy podaje rękę możliwościom.


Przesilenie

Jak ja czekałam na ten tytuł! Przesilenie miało być zwieńczeniem całej serii naszej polskiej autorki Bereniki Miszczuk pt. "Kwiat paproci". Miał przynieść ze sobą rozwiązanie mitologicznych zagadek i wielu rodzinnych wątków. Miał przyprawiać o dreszcze, jak poprzednie części tego cyklu, miał rozpalać namiętność między młodocianą zielarką, a pierwszym władcą Polski. Jak jednak było w istocie? 

Niestety z wielkim bólem serca muszę przyznać, że bardzo się zawiodłam na tej książce. Autorka już od pierwszej części budowała niesamowite napięcie. Fabuła nabierała tępa w każdym aspekcie, tymczasem zwieńczenie historii było dla mnie niczym zderzenie ze ścianą. Poczułam się mega zawiedziona. Owszem, nie spodziewałam się takiego zakończenia, nie przypuszczałam, że historia potoczy się w tym kierunku, ale cóż... Zdecydowanie zabrakło mi tego czegoś. Nie było dreszczu emocji, a zamiast tego pojawiły się całkowicie nowe wątki, które jak się okazało, nic do fabuły nie wnosiły. Sceny miłosne były bardzooo wymuszone. Ciąża? Serio? Nie powiem, wzruszyłam się w momencie zaręczyn Gosławy i Mieszka. To jednak było takie... Nie w jego stylu. Takie jakie dobrze znamy, a wiec takie nijakie... Witek jako spaleniec nie zrobił na mnie wrażenia. Jedyny plus należy się autorce za przybliżenie Swarożyca. Nareszcie zawładną on żądzami Gosi, choć i tak na krótko.


O czym?
Gosia zachodzi w ciążę i stara się przekonać Mieszka, że dziecko należy do niego. Nieśmiertelny władca nie może w to uwierzyć, gdyż to oznaczałoby, że utracił swój dar nieśmiertelności i siły. Tymczasem Witek, który przedtem zalecał się nowej Szeptusze, a następnie zaginął, powraca w postaci Spaleńca, który cierpiąc okropne męki postanawia zemścić się na Gosi i jej ukochanym. To trochę utrudnia Mieszkowi życie, ale władca bardziej przejmuje się nadchodzącym świętem Dziadów, które będzie musiał poprowadzić jako Żerca. Międzyczasie Gosia usilnie próbuje się dowiedzieć kto jest jej prawdziwym ojcem. Pomaga jej w tym swarny bóg, oczywiście niebezinteresownie... Gosię dręczą dziwne wizje i paniczny strach przed obietnicą którą złożyła Swarożycowi, bowiem ten oczekuje, że dziewczyna zabije dla niego boga. 

Ja go naprawdę kochałam. Dopiero potem zaczęłam nienawidzić. Te dwa uczucia są do siebie bardzo podobne i czasem się ze sobą mieszają.


Płynąc ku przeznaczeniu

Bardzo przyjemna wakacyjna historia, pełna słońca i gorących plaż Hiszpanii. Lekkie pióro pani Weroniki sprawia, że książkę łyka się raz dwa. Bohaterowie są ciekawie wykreowani. Barwni, wielowymiarowi. Kilka retrospekcji nadało im ciekawy wspomnieniowy charakter. Przyznam, że zabrakło mi trochę Tomka w fabule. Gdybym lepiej poznała tego bohatera, jego tajemnica zszokowałaby mnie o wiele bardziej i trudniej byłoby mi pogodzić się z jego przeznaczeniem. Dominika i Dawid jako para to bardzo ciekawy duet. Fajnie, że dowiadujemy się o nich coś więcej, niż tylko od momentu, w którym się poznali. On beztrosko szaleje i korzysta z życia, ona ułożona i zastanowiona. Zakończenie świetne! Uroniłam kilka łez, chociaż przyznam, że gdzieś już spotkałam się z takim zabiegiem trzymającym czytelnika w niepewności - nie wiem, czy to nie w książce "Na krawędzi nigdy".

O czym?
Trzy studentki wyjeżdżają na urlop do gorącej Hiszpanii. Jeszcze przed wyjazdem, planują szaleństwo i dobrą zabawę, nieświadome tego, że będą to wakacje ich życia. Kasia i Weronika bawią się w najlepsze, podczas kiedy ich trzecia towarzyszka (Dominika) ucieka przed zauroczeniem. Chłopak, który wpadł jej w oko jest jakiś opryskliwy, chamski, a poza tym ma już dziewczynę. Szybko jednak okazuje się, że to tylko maska przywdziana na twarz, za którą Dawid skrywa głęboki żal. Dzięki Dominice jego prawdziwe oblicze wychodzi na jaw, ale mimo wszystko Dawida nadal prześladuje przeszłość.


Tam, gdzie znikają maski, triumfuje prawda. A prawda może zrodzić miłość.I może też zabić…




BOOK TOUR


A na koniec mam dla Was kolejną zabawę, tym razem jest to coś dla fanów czytadeł.

Zasady są banalnie proste. Zainteresowanych proszę o pozostawienie w komentarzu swojego dresu email oraz udostępnienie baneru na swoim blogu bądź profilu Google+. W możliwie jak najszybszym czasie odezwę się do Was drogą mailową i poproszę o adres do wysyłki. Na przeczytanie książki masz dwa tygodnie, później wysyłasz ją (listem poleconym) kolejnej osobie. Oczywiście będę na bieżąco Was informować o miejscu pobytu 



36

7 listopada 2018

Rozdanie na pierwsze urodziny bloga!

Witajcie kochani! 

Pamiętacie jak jakiś czas temu obiecywałam wam masę niespodzianek i jeszcze więcej dobrej zabawy? Dziś przychodzę z ogłoszeniami! Mianowicie jeszcze w październiku ten blog obchodził swoją pierwszą rocznicę powstania. I nie, wcale nie umknęła mi ta data. Tak się po prostu złożyło, że na tan czas przypadło mi dużo więcej ważniejszych i mniej ważnych wydarzeń, dlatego urodziny bloga ogłaszam dopiero teraz. Pierwszy wpis dodałam tutaj dokładnie 21 października 2017 roku. Hah pamiętam to, jakby to było wczoraj! Wówczas byłam jeszcze w Niemczech. Siedziałam w swoim pokoju i byłam zła, że utraciłam starą witrynę, ale jednocześnie w całej tej sytuacji dostrzegłam potencjał. Gdyby nie to wydarzenie, gdyby nie ta gorycz związana z utratą witryny, w którą przez 6 lat wkładałam serce, nie byłoby bloga "Dobra Myśl". Nie byłoby wielu tych wpisów, bo sama nie wiem, czy moja frekwencja i regularność tam uległaby poprawie... Nie byłoby Was tutaj i nie byłoby we mnie tyle pasji, bo uwierzcie lub nie, ale ilekroć piszę tutaj jakiś post, sprawa mi to ogromną radość!.

Dziś mija blisko trzeci tydzień od konkretnej daty urodzin, a więc moje spóźnienie jest niemałe... Coby Wam to wynagrodzić, przychodzę z urodzinowym rozdaniem, ale uwaga uwaga! Jest to rozdanie w większości skierowane do stałych czytelników. Chciałabym, żeby ten konkurs jak i nagroda było podziękowaniem za to, że tutaj ze mną jesteście i każdorazowo wnosicie tutaj życie. Udzielacie się pod postami, radzicie dobrym słowem jak najbliżsi przyjaciele. Także jest to konkurs dla Was i już tłumaczę na jakiej zasadzie polega!



W przeciągu ostatniego roku napisałam ponad 50 postów. Są tutaj takie osoby, które towarzyszą mi niemal od samego początku i które dołączyły gdzieś w trakcie i od tamtego momentu regularnie tutaj zaglądają. Właśnie takim osobom będę przyznawać dodatkowe punkty. Od razu uprzedzam, żeby nie było niedomówień: nie ważne ile komentarzy tutaj napisaliście... Ważne, że wyróżniacie się aktywnością na moim blogu. Takim osobom, które znam, kojarzę po nickach i wiem, że pod większością wpisów znajduje się ich komentarz przyznam dodatkowo +5 losów.


Zasady


By wziąć udział w rozdaniu należy:

  • być obserwatorem bloga "Dobra myśl"
  • dodać w komentarzu swoje zgłoszenie.


Aby zwiększyć swoją szansę, można:
  • zaobserwować profil monika_przybylo na Instagramie (+2 losy)
  • udostępnić na swoim blogu baner konkursowy (+2 losy)
  • dodać podlinkowaną grafikę na tablicę Google+ (+2 losy)

Formularz zgłoszeniowy


1. Obserwuję jako:
2. Email:

(opcjonalnie)
3. Obserwuję IG jako:
4. Udostępniłem/łam grafikę na blogu: tak/nie (link)
5. Udostępniłem/łam grafikę na profilu Google+: tak/nie (link)


Co można wygrać? 


Do wygrania jest zestaw kosmetyków do pielęgnacji twarzy i makijażu. Mam do oddania trzy produkty, które użyłam 2/3 razy i które w ogóle się u mnie nie sprawdziły, dlatego chętnie przekażę je w inne ręce. Są to ogórkowy krem do twarzy Ziaja, korektor Lovely oraz podkład Ideal Cover Full HD Eveline. Zastrzegam, że nie używałam kosmetyków bezpośrednio na twarz, a więc ani zawartość ani opakowanie nie miało bezpośredniego kontaktu z moją cerą.
Poza tym paczuszka zawiera:





Regulamin


1. Rozdanie trwa od 7.11.18 do 7.12.18 do godziny 23.59. 
2. Organizatorem rozdania i sponsorem nagrody jest autorka bloga Dobra Myśl.
3. Aby wziąć udział w rozdaniu należy mieć ukończone 18 lat lub posiadać pisemną zgodę rodzica bądź opiekuna prawnego. 
4. Rozdanie odbywa się tylko wyłącznie na blogu Dobra myśl. 
5. W rozdaniu nie mogą brać udziału osoby nieposiadające bloga. 
6. W rozdaniu wygrywa jedna osoba. 
7. Zwycięzca zostanie wyłoniony i poinformowany o wygranej, w ciągu 7 dni od zakończenia rozdania drogą mailową. 
8. Na odpowiedź ze strony osoby wylosowanej czekam 3 dni, po tym czasie wybrany zostanie kolejny uczestnik. 
9. Nagrodę wysyłam jedynie na terenie Polski za pośrednictwem Poczty Polskiej.
10. Rozdanie nie odbędzie się, jeśli do konkursu nie zgłosi się minimum 15 osób.
11. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29. lipa 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm).


Wszystkim uczestnikom życzę powodzenia! 





50

29 października 2018

Ufaj Szanuj Wspieraj

Przychodzi taki czas w życiu kobiety, kiedy mówi ona "tak". Do oczu napływają łzy, a jedyne co jest ważne, to mężczyzna w jej ramionach. Nie liczy się pierścionek ani sytuacja, chociaż oczywiście każda z nas ma w głowie idealną scenerię i od dziecięcych lat wyobraża sobie, jak chciałaby, żeby wyglądała ta piękna, niezapomniana chwila. Jednak w tym momencie to wszystko jest nieważne.


Wspominając tę sytuację, w której przed dwoma miesiącami sama brałam udział, nie mogę sobie przypomnieć ani słowa, z tego, co powiedział klęczący przede mną mężczyzna. Nie jestem nawet pewna, czy zapytał wprost o to, czy za niego wyjdę. Prawdopodobnie tak, jednak pamiętam, jak na usta cisnęło mi się "Tak! Tak! Tak!" a mi po raz pierwszy w życiu zabrakło języka w gębie. Oto co zrobiły ze mną emocje. Później było już tylko piękniej. Pamiętam ten moment, jak na palec wkładał mi pierścionek, a po chwili oboje wylądowaliśmy na rozłożonym na piasku kocu. Nie obchodziło mnie, że wokoło było masę ludzi. Miałam ochotę krzyczeć i śmiać się. Chciałam obwieścić całemu światu, że kocham tego właśnie faceta, a on właśnie mi się oświadczył.

Nie należeliśmy do ludzi, co odwlekają ślub w nieskończoność. Co z jednej strony deklarują sobie miłość, może nawet żyją razem, ale w kółko powtarzają, że nie są jeszcze gotowi. Wręcz przeciwnie. Decyzję o ślubie cywilnym podjęliśmy bardzo szybko. Po powrocie z wakacji obwieściliśmy dobrą nowinę najbliższej rodzinie i znajomym. Nie wiedzieliśmy jeszcze jak to wszystko będzie wyglądać, nie znaliśmy szczegółów uroczystości, ale to znowu nie było dla nas najważniejsze.

Ludzie pobierają się z różnych powodów. Uczucia, ciąża, oczekiwania rodziców, a czasem nawet lęk przed samotnością. Ile par i małżeństw, tyle przyczyn i pobudek. Ja sama do końca nie wiem, jak mogłabym wyjaśnić to, co czuję, bo jak komuś postronnemu wytłumaczyć, że każdego dnia zakochuję się coraz bardziej? Jak mam uzasadnić swój uśmiech na widok jego osoby? Jak mam usprawiedliwić swoje niepowstrzymane chęci bycia zawsze blisko, jak najbliżej? Nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego wszystko, co z nim związane jest dla mnie bardzo ważne i dlaczego uwielbiam właśnie jego. Jest przecież typowym facetem, który zostawia skarpety na podłodze w salonie i lubi pić piwo przed telewizorem. Jest nerwowy i często się wkurza, chociażby o to, że nie może czegoś znaleźć. Raczej nie śpieszno mu do robienia porządków, ma własny gitarowy świat i myślenie jednotorowe, więc czasem po prostu mi nie odpowiada na zadane pytania. Jest wrażliwy i łatwo go zranić, ma swoje humorki, niczym kobieta podczas miesiączki. Lubi się czepiać, wytykać mi jakieś głupoty i wcale nie jest to jakiś wyjątkowy facet, ale dla mnie najważniejszy. Bo tylko jego ramiona tulą w ten sposób. Tylko on zawsze wyciąga dwa kubki i robi najlepszą herbatę na świecie. Tylko on wie, jak sprawić, żebym nie gniewała się na niego zbyt długo. Tylko on przytula mnie we śnie przez całą noc, a kiedy zasypia, mówi przez sen, że mnie kocha. Tylko on całuje mnie w skroń; dzwoni do mnie z utęsknieniem, kiedy nie ma mnie przy nim dłużej niż dwie godziny i tylko on znosi moje zimne stopy i dłonie. Potrafi mnie zaskoczyć spontanicznym wyjściem do kina, czy do naszej ulubionej pizzeri. Kupuje kwiaty i czekoladę całkowicie bez okazji. Tylko on dojada za mnie posiłki, kiedy już nie mogę zjeść więcej. Tylko on zwraca się do mnie "Moja Monia". Tylko z nim mogę być całkowicie szczera, bo tylko on zna mnie lepiej, niż ja sama siebie znam. Z nim mogę się śmiać, mogę popełniać gafy i nie muszę się wstydzić, że czegoś nie wiem, nie umiem albo nie chcę. Z nim lubię się nudzić przed telewizorem, razem albo dla niego gotować, tylko po to, żeby usłyszeć, że mu smakuje. Z nim lubię robić wszystko, bo bez niego życie jakoś traci kolor. Jest mniej intensywne. Pozbawione ciepła, które daje mi tylko on.

I nie, nie jesteśmy idealni ani nie tworzymy pary doskonałej. Czasem nie potrafimy schować dumy do kieszeni, czasem słychać krzyki i poleją się łzy. Czasem bywam tak zła, że mam ochotę go udusić. Czasem zawiedzie on, czasem ja. Czasem czepiamy się o głupoty, a z tych głupot wychodzą wielkie konflikty, ale to o czymś świadczy. Kochamy się i kłócimy, bo nam na sobie zależy. Mamy siebie właśnie po to, żeby być razem i wspierać się w tych najgorszych chwilach.

Ufaj to zamknij oczy i podaj mi dłoń. To pozwól mi być sobą, a pokażę Ci, jaki skarb we mnie drzemie. To wypuść mnie z garści, a wrócę jeszcze bardziej przepełniony miłością. To daj mi się poprowadzić, a pokażę Ci miejsca, o których Ci się nie śniło. To otwórz się przede mną i wpuść mnie do swojego życia. To dziel się ze mną swoją rzeczywistością. To podaruj mi swoje serce i wierz, że nie będę chciała go zwrócić.

Szanuj czyli nie upadlaj, nie traktuj jak wroga, nawet wtedy, kiedy nie chcesz mnie widzieć i ze mną rozmawiać. Próbuj zrozumieć i postawić się w mojej sytuacji. Traktuj mnie tak, jak sam chcesz być traktowany. Nie rozkazuj mi, nie oczekuj, że stanę się dla Ciebie kimś, kim nie jestem. Nie mów mi tego, czego sam nie chcesz usłyszeć. Nie pozwalaj mnie obrażać. Nie naśmiewaj się ze mnie za plecami i nie skarż na mnie. Powiedz mi wprost, rozwiąż ze mną ten problem, nie z kimś innym. Nie baw się moim ciałem i emocjami. Nie kłam. Nie oczerniaj. Nie ignoruj moich potrzeb.

Wspieraj to mów do mnie i słuchaj. To bądź dla mnie uważny. Poświęcaj mi swój czas. Pomagaj, doradzaj, bądź przy mnie, ale też nie bój się prosić o uwagę i pomoc. Obdarz dobrym słowem, a kiedy trzeba, upominaj. Nie uciekaj, kiedy najbardziej cię potrzebuję. Nie odwracaj wzroku, kiedy dzieje mi się krzywda. Czuwaj. Chwyć mnie za rękę i pomóż mi wstać, kiedy upadnę. Wracaj po mnie, kiedy zostaję w tyle, ciąg mnie za sobą i pchaj do przodku, a kiedy się boję, stań w mojej obronie.


Zdarzały się sytuacje, kiedy znajomi zaczepiali mnie na ulicy i rzucali teksty typu "Ale ty promieniejesz. Widać, że jesteś szczęśliwa". Koleżanki (pozdrowienia dla K&K) przez pół wieczoru wypytywały o szczegóły zaręczyn i ślubu, a ostatnio nawet pani krawcowa ni z gruszki, ni z pietruszki powiedziała, że jesteśmy bardzo sympatyczną parą i aż miło się na nas patrzy.    


Ufaj
Szanuj 
Wspieraj 
Te trzy wartości umieściliśmy na naszych ślubnych obrączkach i nimi zamierzmy się kierować niezależnie od tego, gdzie jesteśmy, co robimy i w jakiej sytuacji się znajdziemy.


37

12 października 2018

Aliexpress - jak się zabrać za zakupy?

Zakupy w internecie to dla nas chleb powszedni. Allegro, Olx, Amazon to strony dobrze znane i oblegane przez sprzedawców i konsumentów, ale Aliexpress w wielkim stopniu nadal zostaje przez nas polaków nieodkryte. Boimy się zakupów na chińskich stronach, bo nie mamy pewności co do jakości, a do tego wymagana jest zapłata z góry. To budzi w nas mnóstwo obaw i podejrzeń. Dzisiaj jednak postaram się rozwiać Wasze wątpliwości i przekonać do zakupów w najtańszym sklepie na świecie!



Jako fanka naklejek, wszelkiego rodzaju tasiemek, wstążeczek i ozdóbek regularnie zamawiam na Ali. Dlaczego? Z kilku bardzo prostych powodów. Po pierwsze ogromny asortyment! Marzy Ci się coś, a nie możesz tego dostać w klepie stacjonarnym? Na pewno znajdziesz to na Ali! Po drugie śmiesznie niskie ceny. Na stronie startowej oczywiście pokażą nam się oferty z ciekawymi, ale nie najniższymi cenami. Jeśli natomiast dobrze poszukać, można znaleźć przydasie za grosze! Po trzecie darmowa przesyłka dla produktów, które zamawiam.
Nadal nie jesteście przekonani? 


Co tam można znaleźć?

Aliekspres to internetowy sklep ze wszystkim! Serio. Nie istnieje rzecz, której Chińczyk by już nie wymyślił. Cokolwiek byście nie wymienili, to tam będzie. Począwszy od ubrań, butów i biżuterii, poprzez sprzęt AGD i meble, aż do akcesoriów sportowych, zabawek dla dzieci, kosmetyków... Aliekspres to zbiór rozmaitości i pisząc to nie mam na myśli jedynie rzeczy powszechnie nam znanych, bo kto używa tego?



Nie takie absurdy można tam znaleźć, ale nie będę zagłębiać się w temat na co i po co to komu? W każdym razie podzielę się z Wami moimi łupami. Na co według mnie warto zwrócić uwagę? 

Torebki i portfele

Sama póki co zamówiłam jedną torebkę, miniplecaczek i portfel. Czy jestem zadowolona? Jak najbardziej. Ceny były niskie, bo za torebkę dałam coś około 10 zł w przeliczeniu. Za plecak 25 zł, a za portfel 16 zł. Oczywiście nie są to produkty wysokiej klasy i nie przebiją markowych i dobrych jakościowo torebek, ale mimo wszystko jestem z nich zadowolona. Póki co nic mi się nie zepsuło, ani nie urwało. Zamki chodzą bez zarzutu, a nadmienię, że często ich używam. 





Naklejki 

To oczywiście tylko część chińskich pierdółek, które posiadam już w swojej naklejkowej szufladzie. Jakość? Naklejka jak naklejka. Czasem się zdarzy, że jakaś jest zagięta, ale w stosunku do ceny, można to wybaczyć. Natomiast tasiemki WashiTape nigdy mnie nie zawiodły! Ceny takich akcesoriów wahają się od kilkudziesięciu centów do kilku euro, ale ja nie mama w zwyczaju wydawać więcej niż od 2 do 4 zł za paczkę.


Okulary

Sezon wakacyjny obfitował u mnie w zakup okularów. Oczywiście wybierałam tylko te z filtrem UV, coby nie popsuć sobie wzroku. Za gwarancję dołączoną do pudełka musiałam dopłacić troszkę więcej, ale ceny i tak nie przekraczały 5 Euro, a więc około 20 zł. 



Zegarki

Oczywiście też nie są najwyższej jakości, bo czego można się spodziewać po zegarkach za 6 zł? Jeśli natomiast wziąć pod uwagę fakt, że chodzę w nich niemal codziennie i chcąc nie chcąc, zapinaniem niszczę pasek, myślę że zakup jak najbardziej się opłaca.


To oczywiście nie wszystkie moje łupy. Dziś na przykład przyszły do mnie dwie szminki prosto z Chin, ale nie będę ich tutaj wstawiać, bo nie jestem jeszcze przekonana co do ich jakości. Być może kiedyś pojawią się w kosmetycznym denku lub w kolejnym Ali-Haul ;)

Teraz przejdźmy do konkretów...


Ile kosztuje przesyłka? 

Odpowiedź ta nie będzie jednoznaczna, bowiem koszty przesyłki uzależnione są od gabarytów naszych zakupów. Jeśli to będzie mała nieciężka rzecz, za przesyłkę prawdopodobnie nie zapłacimy nic. Inaczej koszty mają się przy wielkogabarytowych produktach. Oczywiście sprzedawca ma obowiązek informować o tym sowich klientów. Wszystko jest napisane, wyszczególnione i nie ma mowy o żadnych kosztach ukrytych.

Kiedyś krążyły plotki, że żeby przesyłka była darmowa, można zamówić tylko jedną rzecz u jednego sprzedawcy. Wypróbowałam i obaliłam ten mit. Wszystko tak naprawdę zależy od tego, co i jakiej wielkości zamawiacie.  


Ile trzeba czekać na paczkę?

Ech... Niestety listonosz nie zapuka do naszych drzwi z paczką z Chin następnego dnia, ani następnego tygodnia... Raz mi się zdarzyło, że zamówienie dotarło do mnie po dwóch tygodniach (szybko!), ale generalnie w związku z tym, że na Ali zamawiają ludzie z całego świata, sprzedawca ma zastrzeżony czas od ok 30 do 60 dni. Długo, ale czego się spodziewać, jeśli bierzemy pod uwagę odległość i zerowe koszty dostawy? 


Co z płatnością? 

Tutaj zaczynają się schody, bowiem większość z nas do zakupów internetowych podchodzi bardzo nieufnie. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że płacimy za coś, co już mamy w rękach, albo za chwilę mieć będziemy. Na Ali trzeba płacić z góry. Ale spokojnie! Sprzedawca nie otrzyma Waszych pieniędzy i nie zwieje w siną dal. Polityka Ali zastrzega sobie, że dopóki Wy nie otrzymacie produktu i nie potwierdzicie jego zgodności, sprzedawca nie otrzyma środków. Tym razem jest to kredyt zaufania w kierunku konsumenta.


Co jeśli produkt będzie niezgodny z opisem?

Przede wszystkim zawsze uważnie czytajcie opisy! To, że sukienka na zdjęciu jest zielona, nie oznacza, że w istocie nie jest ona niebieska. Zdjęcia zdjęciami, ale najważniejsze jest to, co sprzedawca zawarł w opisie. Zwracajcie uwagę na wymiary, kolory i co tam jeszcze jest dla Was istotne. 

Jeśli natomiast opis faktycznie jest niezgodny z istotnym stanem produktu, dostaniecie towar uszkodzony, sprzedawca zwyczajnie się pomyli i wyśle inny produkt, bądź przesyłka do Was nie dojdzie w wyznaczonym czasie (bo i tak może być) macie prawo do tak zwanego "wszczęcia sporu". Co to oznacza? Nic innego, jak tylko to, że Aliexpress zwróci Wam pieniądze. Zanim jednak zgłosicie "Spór" warto samemu napisać do sprzedawcy i wyjaśnić sytuację. Uwierzcie mi, oni są tak mili, że bez zastanowienia będą chcieli wysłać Wam kolejną rzecz bez naliczania dodatkowych kosztów. Wadliwy produkt będziecie mogli prawdopodobnie sobie zatrzymać. 


Nadal nieprzekonani? Macie jakieś inne pytania, czy obawy? Piszcie śmiało, w komentarzach!





47