sierpnia 15, 2018
Ludzie listy piszą, piszę i ja
Już kiedyś mimochodem wspominałam, że od kilku dobrych lat wymieniam się listami. Tradycyjna korespondencja jest tak naprawdę istotnym elementem mojej codzienności, bo chociaż nie piszę listów codziennie, bardzo lubię to robić. Uwielbiam spędzać czas sklejając koperty, dobierając naklejki, czy graficzne dodatki do papeterii. Staram się, by odbiorca już na pierwszy rzut oka mógł pomyśleć "wow". Oczywiście najważniejsza jest treść, w którą wkładam dużo czasu i jeszcze więcej serca. Dziś chciałabym opowiedzieć Wam, jak to się u mnie zaczęło, dlaczego zdecydowałam się na taką listowną wymianę, skąd czerpię pomysły na ciekawe koperty, ilu mam korespondentów, i jakie dziwne przypadki stanęły na mojej listownej karierze. Zapraszam.
Jak to się zaczęło
Pamiętam jak dziś, kiedy napisałam w komentarzu na blogu jednej z dziewczyn, czy nie chciałaby pisać ze mną listów. Właściwie nie wiem co mnie napadło. Już jakiś czas chodziła za mną myśl, że to mogłaby być fajna przygoda, ale nie brałam tego na poważnie. Dziewczynę z bloga kojarzyłam już dobrze, bo regularnie czytałyśmy swoje wpisy, zatem nie byłyśmy sobie całkowicie obce. Wtedy tak z głupa zapytałam i wcale nie liczyłam na twierdzącą odpowiedź, ale ona się zgodziła! To było jakieś pięć lat temu, my wymieniamy listy po dziś dzień, a nawet raz udało nam się spotkać na żywo.
Później oczywiście dołączyło kilka innych korespondentek. Szukałam dziewczyn na blogach, bo inne rozwiązania nie przychodziły mi do głowy. Nie wiedziałam wówczas, że na fb są grupy, gdzie każdy może dodać swoje ogłoszenie "Szukam bratniej duszy i kilka słów o mnie". W końcu stanęło na czterech dziewczynach, z którymi z różną częstotliwością pisałyśmy do siebie. Raz bywało lepiej, raz gorzej. Zdarzały nam się długie przerwy, bywały listy z kilkoma pustymi zdaniami, a teraz nawet niektóre z nich mnie już nie pamiętają.
Dlaczego listy
Już i tak wystarczająco dużo czasu spędzam przed komputerem. Blog, pisanie opowiadania - to wszystko wymaga czasu, a niestety zdrowie nie zawsze pozwala na całodniowe siedzenie i wpatrywanie się w ekran. Pisanie maili byłoby dla mnie kolejną czynnością, poprzez którą ciężej byłoby mi oderwać się od laptopa. Oczywiście maile również piszę, ale to jednak tradycyjna korespondencja mnie urzekła i całkowicie pochłonęła. Może dlatego, że dzięki niej mam okazję wykazać się plastycznymi zdolnościami i kreatywnością? Może dlatego, że kolorowy list zaadresowany wyłącznie do mnie to każdorazowo ogromna i niepohamowana radość! Może dlatego, że uwielbiam odpowiadać na zapisane na papierze zdania i naklejać znaczek w prawym górnym rogu, sprawiając tym samym przyjemność innym osobom.Gdzie szukać chętnych
Miałam taki okres, że cierpiałam na zbyt dużo wolnego czasu. To było dwa lata temu, kiedy mój ukochany wyjechał na wakacje za granicę, a ja musiałam zostać w domu. Czytanie książek i oglądanie filmów nie pomagało zagłuszyć tęsknoty. Stwierdziłam więc, że poszukam nowych korespondentów, by chociaż na chwilę oderwać się od codzienności. Znalazłam wtedy kilka grup na Facebooku, gdzie można było dodać ogłoszenie. Jakże byłam mile zaskoczona, kiedy pod moim wpisem zgłosiło się ponad trzydziestu chętnych! Nie byłam wówczas w stanie komukolwiek odmówić, jakoś poselekcjonować i wybrać tylko kilka osób. Wysłałam listy do wszystkich i to był wielki błąd! O czym zaraz opowiem.Grupy na Facebooku:
- Przyjaciele z listów - akcja promująca pisanie listów w XXI wieku
- Piszemy do siebie listy tradycyjne
![]() |
| klik |
Również na Instagramie można znaleźć od groma profili, na których różni ludzie z różnych stron świata dodają swoje ogłoszenia. Mnie co prawda interesują głównie polskie korespondentki, dlatego jestem wierna profilowi "Listy Tradycyjne". Poza ogłoszeniami, można również znaleźć tam ciekawe akcje wysyłkowe, które polegają na nadaniu pojedynczej pocztówki, bądź kartki z życzeniami dla całkowicie nieznanej osoby.
Dla przykładu miałam tę przyjemność wziąć udział w akcji urodzinowej dla dziewczyny, której dotąd nie znałam - Marleny. Organizatorki zdradziły nam co nieco o jej osobie, a ja miałam za zadanie naskrobać parę miłych słów. Zebrane życzenia zostały wydrukowane i podarowane Marlenie w formie książki. Prezent moim zdaniem genialny :)
Moje dziwne przypadki - na co nie dać się złapać
Cóż, jak możecie się domyślać nawet wysyłanie listów ma swoje wady i zalety. Nie będę już narzekać na nieudolność Poczty Polskiej, chociaż mogłabym, bo ilość zaginionych listów wciąż rośnie, podobnie jak ceny znaczków. Nie wiem, co oni tam robią z tymi listami, ale niech będzie usprawiedliwieniem, że przy takiej ilości niewielkich kopert zawsze coś może pójść nie tak...
Bardziej chciałabym się skupić jednak na ludziach, którzy są przecież różni. Jedni zgłaszają się na ochotnika, żeby pisać listy, ale pod warunkiem, że ja napiszę pierwsza. Ok, zgadzam się, po czym w ogóle nie dostaję odpowiedzi. Kiedy kieruję do nich zapytanie, czy list doszedł, odpowiadają twierdząco i zapewniają, że wkrótce odpiszą, po czym to jednak nigdy nie następuje lub okazuje się, że już dawno ci ludzie zniknęli z wszelkich mediów społecznościowych i za nic w świecie nie można się z nimi skontaktować, bądź tylko ja nie mogę. To taki najpopularniejszy przypadek. Innym jest wywieranie na mnie poczucia winy, kiedy na przykład ktoś kieruje do mnie zapytanie odnośnie korespondenci, otwarcie piszę, że w najbliższym czasie nie będę w stanie niczego wysłać, ponieważ mam dużo pracy, jestem na wakacjach itd., ten ktoś nagle się bulwersuje i obraża, że dlaczego on ma pisać pierwszy?! To po co w ogóle piszę listy, skoro nie mam czasu?! Inaczej to nieco wygląda w przypadku ludzi ciągle zapracowanych.
Ktoś: - Napiszesz? Bo ja mam teraz sesje i muszę się uczyć.
Ja : - Ok, nie ma sprawy.
Ktoś : - Słuchaj, teraz nie odpiszę, bo znalazłam pracę/ wyjeżdżam na wakacje/ w przyszły weekend mam imprezę urodzinową. Nadrobię, jak tylko będę mogła.
Ja: - Spoko.
Ktoś: - Słuchaj, kolejna sesja. Weź ty może napisz, co u Ciebie słychać.
Ja: - Nie no okkej, ja przecież zawsze mam czas.
Ktoś: - Napiszesz? Bo ja mam teraz sesje i muszę się uczyć.
Ja : - Ok, nie ma sprawy.
Ktoś : - Słuchaj, teraz nie odpiszę, bo znalazłam pracę/ wyjeżdżam na wakacje/ w przyszły weekend mam imprezę urodzinową. Nadrobię, jak tylko będę mogła.
Ja: - Spoko.
Ktoś: - Słuchaj, kolejna sesja. Weź ty może napisz, co u Ciebie słychać.
Ja: - Nie no okkej, ja przecież zawsze mam czas.
Kłamstwa? O tak! Pytam:
- Co z listem?
- Już wysłany, nie doszedł?
- Nie, ale będę czekać.
.
.
.
Po miesiącu/ pół roku/ bądź roku.
- Ojej, leżał na dnie szuflady! Zapomniałam odpisać.
Najbardziej jednak nie toleruję, kiedy ktoś znika bez wcześniejszego wyjaśnienia, a takich przypadków jest mnóstwo. 80% moich korespondentów po prostu nie odpisało i ma daleko w poważaniu, że przecież list, który otrzymał też napisał człowiek i poświecił mu swój czas. Skoro nie chcę już wymieniać listów, to pofatygowałabym się, żeby nawet napisać maila, cokolwiek z informacją o tym, że sory, ale już mi się nie chce. Po sprawie.
- Ojej, leżał na dnie szuflady! Zapomniałam odpisać.
Najbardziej jednak nie toleruję, kiedy ktoś znika bez wcześniejszego wyjaśnienia, a takich przypadków jest mnóstwo. 80% moich korespondentów po prostu nie odpisało i ma daleko w poważaniu, że przecież list, który otrzymał też napisał człowiek i poświecił mu swój czas. Skoro nie chcę już wymieniać listów, to pofatygowałabym się, żeby nawet napisać maila, cokolwiek z informacją o tym, że sory, ale już mi się nie chce. Po sprawie.
O czym pisać
To pytanie stawia sobie chyba każdy na początku takiej listownej przygody. Czy będziemy mięli o czym rozmawiać? Co jeśli mój korespondent interesuje się całkowicie czymś innym, niżeli ja? A jeśli nie będziemy umieli znaleźć wspólnego języka?
Hmm... Z perspektywy doświadczeń, moja odpowiedź na to pytanie brzmi "Pisać nie tylko o sobie" Z doświadczenia wiem, że zdarzają tacy, co niezbyt chętnie odnoszą się do tego, co ja napisałam w ostatniej wiadomości, a zamiast tego relacjonują swoje ciekawe życie. Pal sześć, gdyby to były jednorazowe przypadki, ale są takie osoby, którym zdarza się to notorycznie. W ogóle nie biorą pod uwagę mojego zdania. Piszą tylko i wyłącznie o sobie, jakby prowadziły pamiętnik. Z takimi narcyzami dałam sobie spokój.
List to przede wszystkim rozmowa dwojga osób. Relacjonowanie, opowiadanie, streszczanie, ale też branie pod uwagę swojego rozmówcy.
Inne hobby? - Super, może dowiem się czegoś nowego! Byłaś w Paryżu? - Jak tam jest? Grasz na instrumencie? - Wow, ja jedynie słucham starych zespołów.
Na tym polega rozmowa i z takim podejściem można się dogadać z każdym.
Na tym polega rozmowa i z takim podejściem można się dogadać z każdym.
Gdzie szukać inspiracji?
Nigdy nie byłam zwolenniczką zwykłych, białych kopert ani też kartek wydartych z zeszytu. Stawiam dużą wagę na estetykę listu. Lubię, kiedy wygląda ładnie i schludnie oraz kiedy trafia w gust odbiorcy. Póki nie zagłębiłam się w temat tradycyjnej korespondencji, nie wiedziałam nawet, że tyle inspiracji i prostych rozwiązań jest nam podsuwanych pod nos. Początkowo sama robiłam koperty, np. ze starych komiksów mojego taty. Wycinałam kwiatki z gazet i naklejałam na kartki z bloku, które służyły mi za papier listowny. Z czasem odkryłam fajną technikę postarzania papieru za pomocą kawy. Do tej pory zresztą tak robię, bo styl vintage jest mi bardzo bliski.
Jeśli jednak poszperać po internecie, można znaleźć wiele ciekawych stron z gotowymi szablonami kopert oraz papeterii gotowych do wydrukowania.
To by było na tyle. Jeśli chcecie wiedzieć więcej, piszcie śmiało w komentarzach.
W brew pozorom listowna korespondencja nie wymiera. Jest mnóstwo ludzi, którzy z pasji i zamiłowania, poświęcają czas, przelewając słowa na papier.
Dla mnie to wspaniała forma relaksu i nawiązywania znajomości, a nawet przyjaźni z ludźmi z całej Polski. Może skusisz się i Ty?

