18 grudnia 2017

Powrót do domu

Już od dawna nie mogłam doczekać się chwili powrotu do Polski, a jednocześnie sama myśl o tym mroziła mi krew w żyłach. Koniec pracy, święta w domu i odpoczynek - może to wszystko brzmi cudownie, ale tak naprawdę pod każdym z tych haseł kryła się obawa. Pół roku spędzone razem z ukochanym bardzo nas do siebie zbliżyło. Wspólne posiłki, spędzanie wolnego czasu i dzielenie jednej poduszki wręcz uzależniło mnie od jego obecności. Nie musieliśmy nawet zajmować się sobą, ważne, że po prostu był w zasięgu mojego wzroku. Bałam się chociażby jednodniowego rozstania z nim, aż ta chwila w końcu nadeszła. 



Dzisiejszy wieczór spędzam sama i tak mi jakoś pusto, cicho, smutno. Niby w swoim domu, wśród rodziny, ale czegoś ewidentnie brakuje, kogoś obok mnie nie ma chociaż być powinien. Muszę zasnąć sama, bez dotyku ramion, lecz pomimo zmęczenia ta myśl odgania mi sen z powiek. Zawsze bałam się samotności i chociaż wiem, że samotna nie jestem, że jutro się zobaczymy i pół dnia spędzimy razem, to czuję jakby wyrwano ze mnie spory kawałek duszy. Nie chcąc o tym myśleć, rozpakowałam już prawie wszystkie walizki, posprzątałam pokój, zajmowałam myśli czymkolwiek innym, ale nie można tak w nieskończoność. Nie potrafię znaleźć sobie miejsca, chodzę z kąt w kąt i szukam go, choć to irracjonalne. Nawet ulubiona herbata straciła smak. Nie mam apetytu, ani siły, by zacząć działać w konkretnym kierunku. Jedynie tęsknię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

A jakie jest Twoje zdanie na ten temat?
Podziel się ze mną swoją opinią, a nie linkami do Twojego bloga. Jeśli będę chciała, sama tam trafię.